RSS
 

Być tu i teraz…

08 kwi

No i już mamy…Kwiecień…I już po świętach…I ponoć już wiosna ma zawitać;) I fajnie;)

Choć parę dni spędziłam nad morzem przyznam się wszem i wobec, że przez kilka dni nie ćwiczyłam. Miałam sporo ruchu, to fakt. Codzienne, parogodzinne spacery ale chciałam zwolnić. Pobyć z Kimś Ważnym, w dwójkę, sam na sam. I nasze kochane morze…

Ale po powrocie do szarej rzeczywistości, we wtorek rano na nowo wróciłam do…jogi. Zaczęłam delikatnie, w końcu czasem można zwolnić i nie trzeba na ostro powrócić. Medytować można zawsze i wszędzie, ćwiczyć w zasadzie też. To lubię w jodze, ona jest wszystkim: i ćwiczeniami i medytacją i spokojem samym w sobie, joga to bycie tu i teraz a więc będąc nad morzem byłam absolutnie tam i w danej tylko chwili. Nie myślałam o niczym…Praca, drobne problemy zostały gdzieś za mną. Potrzebowałam zdystansowania i odpoczynku, wyciszenia, spokoju i szumu fal. Widoku morza, mew. Potrzebowałam kontaktu z piaskiem, mogłam go poczuć, mogłam go dotknąć.

Moją muzyką było morze. Moim relaksem bycie na plaży…

Być tu i teraz…

Czy zawsze trzeba wyjechać by to zrozumieć? By zwolnić? I robić jak najwięcej tych rzeczy, które się kocha? Widocznie ja musiałam ;)

11036888_924464094252049_8749587965968327717_n

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Myśli jogowe

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Edyta

    15 kwietnia 2015 o 12:18

    Chyba przeważnie musi nastąpić jakiś moment oderwania od codzienności, żeby zrozumieć takie rzeczy. Mnie się niby wydaje, że wiem co i jak, ale życie gna i trudno za nim nadążyć, więc gubię się co chwila i co chwila odnajduję. A taki wyjazd to celebracja w najczystszej postaci. Zazdroszczę :)

     
  2. Marta

    16 kwietnia 2015 o 09:04

    Masz rację życie gna, codziennie z czymś walczymy, codziennie pokonujemy jakieś trudy i takie oderwanie, jak dwa dni nad morzem to dla mnie power do sześciana;) Jak tylko mogę, korzystam. Choć wiadomo,marzenia kosztują i ciągle brakuje czasu ale raz na jakiś czas, póki nie ma dzieci ;) Bo potem z dzieciakami to ciągły bieg, choć to też ma swój urok i można zgubić zbędne kilogramy ;) I tak jak piszesz, celebracja w najczystszej postaci ;) Miłego dzionka Edyto;)

     
  3. ~Alexandra

    16 kwietnia 2015 o 20:31

    Każdy ma swój sposób za zwolnienie. Dla mnie kojąca jest kąpiel z książką czy spacer nad rzeką (nad morze mam daleko niestety).

     
    • Marta

      16 kwietnia 2015 o 21:25

      Powiem Tobie, że dla mnie innym i sposobem na zwolnienie, który nie wiąże się z dalekim wyjazdem, jest rower, książka do plecaka i muzyka na uszach w ciepłe dni. Zimą, gdy jestem sama w domu to oczywiście kąpiel i zaraz po ciekawa książka;) A codziennym relaksem, oderwaniem od rzeczywistości jest oczywiście joga i relaks ;) Tylko ja i moje ciało ;)