RSS
 

Archiwum - Październik, 2015

Nawet jeśli uzmysłowisz sobie najgorszą prawdę, zawsze miej nadzieję i nie ulegaj panice…

18 paź

Nawet Pozytywnie Zakręcona ma czasem takie dni, w których chciała by się znaleźć zupełnie gdzie indziej. Nie żeby uciec, tylko żeby odpocząć, pośmiać się  i nabrać sił…Choć walczy z problemami – chorobą najbliższej osoby (śmierć to nieodłączny element naszego życia) i robi wszystko, by było jakoś lżej, ale… Gdy widzisz osobę Ci bliską, która walczy i która w każdej chwili może przegrać, zaczynasz myśleć i analizować… Ja zaczynam przewartościowywać pewne rzeczy.Pewnych spraw już nie jesteś w stanie cofnąć, zmienić…Upartość do niczego nie prowadzi ale niekiedy jest już za późno. Widzę to, gdy brakuje z nami pewnej osoby… Powinno się liczyć wsparcie wszystkich by razem sobie poradzić. Ale nie zmienisz tych, którzy zrozumieć nie chcą. I ważne jest to, by jednak nie być zupełnie samym. Rodzina to najważniejsze ogniwo naszego życia. Cel, do którego dążyłam i wiedziałam od zawsze że ani kariera, ani pieniądze nic nie znaczą, gdy i tak przychodzisz do pustego domu…Niekiedy nie masz rodziny, bo tak się zdarzyło. I też nic nie poradzisz. Ja choć mamą nie jestem, nie mam własnych dzieci…Mam rodzinę. Mam siostrę, dziadka, partnera i Jego córkę. I odzyskałam ostatnio część rodziny, której nigdy nie znałam. Więc są ludzie, którym obca nie jestem…

Ale może to co powiem, nie będzie zbyt optymistyczne bo uważam, że w wielu sytuacjach jesteśmy sami…Sami musimy sobie poradzić w trudnych sytuacjach, nie zawsze może być ktoś obok. Czy tak nie jest? Wiele rzeczy musimy zrozumieć, sami. Cele, do których dążymy stawiamy sobie sami. Próbujemy sobie w sytuacjach choroby wytłumaczyć sens, myślimy i analizujemy sami….Tak, potrzebny jest ktoś by nas wysłuchał, ale gdy Ty jesteś pogrążony w smutku i walczysz z chorobą najbliższej osoby, myślisz o tym i płaczesz w samotności, bo to dla Ciebie coś osobistego. Oczywiście nie zawsze.  Ja nieraz już płakałam po wyjściu z domu a obok był ktoś kto rozumiał i widział…Bo musisz być silna dla tej osoby której pomagasz ale gdy znajdziesz się już w miejscu, w którym możesz wyrzucić z siebie złość i żal, porostu to się dzieje.To są zapewne etapy, które każdy z nas przeszedł, przechodzi bądź przejdzie.

A piszę o tym, by sobie i Wam coś uzmysłowić. Prawdę, którą wszyscy znamy ale nawet ja w tym zabieganym życiu często  o niej zapominam. Rodzina i pomoc dla najbliższych gdy nas potrzebują,,,Zapomnijmy na chwilę o sobie, pomyślmy o Rodzicach, Dziadkach, Rodzeństwie…Oni nie będą wieczni…Będą w naszych sercach zawsze, ale korzystajmy z tych chwil gdy są z nami tu…Tu w tym miejscu na ziemi…

Dalajlama mówi:

Dlatego też, choćby wasza choroba była najpoważniejsza nigdy nie traćcie nadziei. Powiedzcie sobie, że zawsze istnieje jakiś środek zaradczy, i że macie szansę na wyzdrowienie. W każdym razie pamiętajcie, że panika nie daje nic, a jedynie zwiększa cierpienie…( Jego Świętobliwość Dalajlama, Myśli płynące z serca, s. 43).

Staram się nie tracić nadziei i staram się nie wpadać w panikę. Sama już przekonałam się  na własnej skórze, że to jeszcze bardziej pogarsza sytuację i do niczego nie prowadzi…

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Myśli jogowe

 

Historia Mia Magda Pauli

13 paź

Kochani,

Dziś kolejna historia. Każdy z Was jest inny. Każdy spotkał jogę na swojej ścieżce życiowej w różnych momentach. Tym razem historia odrobinkę bliska i mnie. Sama jestem po przejściach i wiem co można osiągnąć gdy się nie podda przeciwnościom. Historia Mia pokazuje, że pomimo można zajść całkiem daleko. Bardzo często trudne i traumatyczne przeżycia ukazują nam nowe rozwiązania… Gratuluję samozaparcia i ogromnej determinacji Naszej bohaterki.

Trzy lata temu na rajskiej wyspie położonej na ocenie Atlantyckim spotkałam moją  Nauczycielkę  jogi… W okolicznościach dość niecodziennych.

Jechałam do sądu na moją sprawę rozwodową z przyjacielem w roli tłumacza, a w myślach prosiłam o cud…

 Zdecydowałam się zakończyć długoletni związek i pozostać na mojej rajskiej wyspie z  dziećmi bez pracy, wystarczającej znajomości tutejszego języka oraz bez chęci powrotu do Polski.

W drodze powrotnej pogrążona w rozmyślaniach o cudzie (wygrana na loterii byłby idealna ale książę z bajki ostatecznie też byłby jakimś rozwiązaniem.. innych pomysłów na dalsze życie nie miałam a właściwie to nie wiedziałam nic ! ), gdy mój znajomy wspomniał, że do naszego miasteczka przeprowadziła się Włoszka – nauczycielka jogi i jutro rano będą pierwsze  zajęcia.

Następnego dnia po marnie przespanej nocy – pierwszego dnia mojego nowego/ starego życia przyszłam na zajęcia i byłam najbardziej nieobecną z obecnych tam osób… Głowa nadawała bez końca pytanie bez odpowiedzi „co dalej, co dalej i co dalej ?…”

Nauczycielka prowadząca jogę podeszła do mnie i powiedziała : „Na początek spróbuj pozostać tu gdzie jesteś, tu i teraz … i oddychaj :) ” .

Pomyślałam że chyba innego wyjścia nie mam.

Kolejne miesiące nie robiłam nic …poza jogą.

Nie szukałam pracy, nie pytałam co dalej, przestałam się martwić.

Let it Go!

Wszystko co było mi potrzebne przyszło w swoim czasie.  Dostałam cudownego Nauczyciela, który prowadził mnie przez moją praktykę niemalże każdego dnia przez dwa lat oraz wspaniałą przyjaciółkę.

Rok temu wróciłam do Polski ze względu na moje dzieci.

 Bardzo ucieszył mnie fakt tak dużej popularności jogi w ojczyźnie. Mogłam kontynuować praktyką pod okiem nowych nauczycieli i zdobywać nowe doświadczenia z innymi studentami.

Zagadką było co mam tu robić zawodowo ?

 Po siedmiu latach przebywania za granicą ciężko było mi się odnaleść na polskim rynku pracy jako projektantem sztuki użytkowej.

Któregoś dnia przeglądałam stronę internetową z akcesoriami do jogi. Praktykuje głównie  Jogę Ashtange i poza paskiem oraz matą nie używałam za wiele innych rzeczy do czasu powrotu do Polski.

Pomyślałam, że trochę „smutne” w kolorach są te akcesoria a joga przecież jest tak bardzo radosną i energetyzującą praktyką!

Kilka dni później „przypadkiem” spotkałam dobrą znajomą po latach… Wiola zajmuje się wzornictwem i szyciem tkanin i tak od słowa do słowa powstała nasza pracownia.

Założyłyśmy sobie projektowanie i realizacje akcesori do jogi z naturalnych tkanin jak len, bawełna przeznaczonych do recyklingu promując wartości ekologiczne i jogę  w jednym .

Ostatecznie w naszej pracowni powstają kolorowe torby i nosidła na matę, wałki, blostery, poduszki zafu, materace zabutan wypełnione łuską gryczaną itd..a każdy przedmiot jest inny i niepowtarzalny tak jak każdy z nas.

Nasza pracownia działa od kilku miesięcy a cały projekt wymaga jeszcze dużo pracy z naszej strony. Dzień pracy zaczynamy często wspólną praktyką jogi i testami naszych produktów :). Małe sukcesy jak sprzedaż w Stanach Zjednoczonych w Niemczech, Irlandii i  Barcelonie cieszą nas bardzo i motywują do dalszej pracy.

Wraz ze znajomymi w ich gospodarstwie agroturystycznym  w górach świętokrzyskich wiosną planujemy ruszyć z cyklicznymi zajęciami i kursami jogi i medytacji.

Mogę bez przesady powiedzieć, że spotkanie z mądrością jogi  wyznaczyło nowy kierunek mojego życia a praktyka jest jednym z elementów mających największy wpływ na to kim jestem.

Każdego dnia czuję głęboką wdzięczność i potrzebę dalszego rozwoju oraz chęć dzielenia się moim skromnym doświadczeniem z innymi.

Namaste

Mia Magda Pauli.

MIa

Źródło: Foto z prywatnych zbiorów Mia Magdy.

Mia prowadzi wspaniałą pracownię z akcesoriami i zaprasza na swoje salony:)


https://www.facebook.com/Namaste-Studio-and-Project-Yoga-accessories-840963382657258/timeline/?ref=hl

Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią ;) A ja życzę dalszych sukcesów ;)

 
 

Historia Marzeny Łowińskiej

06 paź

Kochani. Dziś mam wyjątkową historię Joginki.

Przeżyła trudne chwile, a w tym najgorszym dla siebie czasie odkryła miłość do jogi. Wzruszająca historia. Poznajcie Marzenę:) 

Dla mnie joga to drugie życie ,w dosłownym sensie tego słowa. Siedem lat temu pękł mi tętniak w mózgu .Wiele tygodni spędziłam w szpitalu przykuta do łóżka w pampersach i w złym stanie psychicznym. Lęk przed przyszłością, nauka chodzenia i fatalna kondycja fizyczna. Mam wspaniałą rodzinę ,kochającego od zawsze męża i najcudowniejsze córki. Oni byli dla nie ogromnym wsparciem w tym trudnym okresie. Na pierwsze zajęcia jogi wybrałam się tylko dlatego ,że nie chciałam iść do szpitala na rehabilitację, a zależało mi żeby jak najszybciej wrócić do jako takiej sprawności .To było jak pierwsza randka z ukochanym. Totalne zauroczenie ,które trwa do dzisiaj. Chociaż miałam ogromne ograniczenia w ciele i każdej nowej pozycji towarzyszył przeszywający ból to czułam ,że zmierzam w dobrym kierunku. Joga dała mi zdrowie, sprawność i wytrzymałość ,której nie miałam nawet jako nastolatka. Najważniejszy jednak jest stan mojego umysłu ,spokój , samoakceptacja i ogromne pokłady radości każdego pięknego dnia. Po dwóch latach codziennych praktyk ( 5 rano powitanie słońca} zrobiłam kurs instruktorski ,ponieważ wiedziałam , że to nie jest chwilowe zauroczenie ,że chcę się dzielić z innymi tym co jest najpiękniejsze w jodze. Od czterech lat prowadzę zajęcia po kilka godzin dziennie .Nie dość ,że nie czuję zmęczenia to na ostatnich wieczornych zajęciach mam najwięcej energii. Organizuję warsztaty, na które zapraszam nauczycieli z całej Polski by mogli przekazać nam swoje spojrzenie na jogę. Dla ludzi, którzy praktykują ze mną jogę jestem wiarygodna i prawdziwa. Znają moją historię i widzą jaka nastąpiła we mnie niesamowita przemiana ,na każdym poziomie mojego życia. Jestem wszędzie tam gdzie jest zapotrzebowanie na jogę. Pierwsze zajęcia rozpoczynam o 7.00 a kończę przed 22.00. Od dwóch lat spotykam się w również w każdy poniedziałek z grupą osób niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie w Fundacji Otwarcie. Nie są to łatwe spotkania trzeba mieć w sobie dużo empatii i cierpliwości. Ludzie Ci pomimo swoich ograniczeń w ciele dzielnie wyginają się na macie i dopingują się wzajemnie. Nowym, wspaniałym doświadczeniem jest moja współpraca z konińskim przedszkolem Akademia Smyka. Mali Adepci jogi 3- 4 lata witają mnie za każdym razem z ogromnym entuzjazmem .Najbardziej podobają im się pozycje, które swoim kształtem przypominają zwierzęta. Po tych spotkaniach uśmiech długo nie schodzi mi z twarzy.  Od ponad roku w każdą sobotę daję ludziom więcej swobody i radości w jodze antygrawitacyjnej .Cudownie jest choć na chwilę oderwać się od ziemi ,pokołysać w kokonie i beztrosko po wisieć do góry nogami i myślę sobie wtedy, że ten wylew był dla mnie wielkim darem od losu . Dzięki temu strasznemu doświadczeniu stałam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Każdego dnia robię tylko to co kocham ,a każdy kolejny dzień przynosi mi same fantastyczne chwile.

marzena

Źródło: Foto z prywatnych zbiorów Marzeny.

Dziękuję za Twoją historię ;)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Cykl "Historia jogina"