RSS
 

Historia Marzeny Łowińskiej

06 paź

Kochani. Dziś mam wyjątkową historię Joginki.

Przeżyła trudne chwile, a w tym najgorszym dla siebie czasie odkryła miłość do jogi. Wzruszająca historia. Poznajcie Marzenę:) 

Dla mnie joga to drugie życie ,w dosłownym sensie tego słowa. Siedem lat temu pękł mi tętniak w mózgu .Wiele tygodni spędziłam w szpitalu przykuta do łóżka w pampersach i w złym stanie psychicznym. Lęk przed przyszłością, nauka chodzenia i fatalna kondycja fizyczna. Mam wspaniałą rodzinę ,kochającego od zawsze męża i najcudowniejsze córki. Oni byli dla nie ogromnym wsparciem w tym trudnym okresie. Na pierwsze zajęcia jogi wybrałam się tylko dlatego ,że nie chciałam iść do szpitala na rehabilitację, a zależało mi żeby jak najszybciej wrócić do jako takiej sprawności .To było jak pierwsza randka z ukochanym. Totalne zauroczenie ,które trwa do dzisiaj. Chociaż miałam ogromne ograniczenia w ciele i każdej nowej pozycji towarzyszył przeszywający ból to czułam ,że zmierzam w dobrym kierunku. Joga dała mi zdrowie, sprawność i wytrzymałość ,której nie miałam nawet jako nastolatka. Najważniejszy jednak jest stan mojego umysłu ,spokój , samoakceptacja i ogromne pokłady radości każdego pięknego dnia. Po dwóch latach codziennych praktyk ( 5 rano powitanie słońca} zrobiłam kurs instruktorski ,ponieważ wiedziałam , że to nie jest chwilowe zauroczenie ,że chcę się dzielić z innymi tym co jest najpiękniejsze w jodze. Od czterech lat prowadzę zajęcia po kilka godzin dziennie .Nie dość ,że nie czuję zmęczenia to na ostatnich wieczornych zajęciach mam najwięcej energii. Organizuję warsztaty, na które zapraszam nauczycieli z całej Polski by mogli przekazać nam swoje spojrzenie na jogę. Dla ludzi, którzy praktykują ze mną jogę jestem wiarygodna i prawdziwa. Znają moją historię i widzą jaka nastąpiła we mnie niesamowita przemiana ,na każdym poziomie mojego życia. Jestem wszędzie tam gdzie jest zapotrzebowanie na jogę. Pierwsze zajęcia rozpoczynam o 7.00 a kończę przed 22.00. Od dwóch lat spotykam się w również w każdy poniedziałek z grupą osób niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie w Fundacji Otwarcie. Nie są to łatwe spotkania trzeba mieć w sobie dużo empatii i cierpliwości. Ludzie Ci pomimo swoich ograniczeń w ciele dzielnie wyginają się na macie i dopingują się wzajemnie. Nowym, wspaniałym doświadczeniem jest moja współpraca z konińskim przedszkolem Akademia Smyka. Mali Adepci jogi 3- 4 lata witają mnie za każdym razem z ogromnym entuzjazmem .Najbardziej podobają im się pozycje, które swoim kształtem przypominają zwierzęta. Po tych spotkaniach uśmiech długo nie schodzi mi z twarzy.  Od ponad roku w każdą sobotę daję ludziom więcej swobody i radości w jodze antygrawitacyjnej .Cudownie jest choć na chwilę oderwać się od ziemi ,pokołysać w kokonie i beztrosko po wisieć do góry nogami i myślę sobie wtedy, że ten wylew był dla mnie wielkim darem od losu . Dzięki temu strasznemu doświadczeniu stałam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Każdego dnia robię tylko to co kocham ,a każdy kolejny dzień przynosi mi same fantastyczne chwile.

marzena

Źródło: Foto z prywatnych zbiorów Marzeny.

Dziękuję za Twoją historię ;)

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Ania

    7 października 2015 o 07:42

    Piękna historia. Cud, że bohaterka przeżyła. Wiele osób umiera, gdy pęka tętniak. Wspaniała, silna osoba. Podziwiam :)

     
    • Marta

      8 października 2015 o 13:48

      Silna i uśmiechnięta :)

       
  2. ~Dorota dermiblog

    8 października 2015 o 21:32

    bardzo pouczająca historia – jak to nigdy nie wiemy, co nas w zyciu spotka…i jak trzeba szukac sily, ktora w takich okolicznosciach mogłaby odejsc i nie wrocic…

     
    • ~Marta

      10 października 2015 o 11:08

      Nigdy nie wiemy…Dlatego trzeba doceniać swoje zdrowie …