RSS
 

Archiwum - Listopad, 2015

Maciej Wielobób i Jego historia

24 lis

Dziś wtorek i historia, na którą od dawna czekaliście ;)

Nie będę trzymać Was w niepewności, poznajcie Macieja ;)

Pozytywnie zakręcona dziękuję z całego serca, że zechciałeś pojawić w cyklu: „Historia jogina”. To wiele dla mnie znaczy  ;)

Niektórzy myślą, że historie praktyki jogi czy medytacji są pełne przełomów i cudownych zdarzeń, a tak naprawdę cudowne jest coś zupełnie innego – to, że regularna praktyka i praca nad sobą przynosi krok po kroku wielkie zmiany na dłuższą metę.

Miałem to szczęście, że joga, medytacja itp. były dla mnie czymś stosunkowo naturalnym, gdy byłem dzieckiem moi rodzice interesowali się takimi dziedzina. Przez to, gdy w 1994 roku zetknąłem się z jogą i medytacją w sposób świadomy, z własnego wyboru, nie było to dla mnie zetknięcie z czymś bardzo egzotycznym. Nie wiem czy moją „historię” można opisać w sposób chronologiczny, ale na pewno jest w niej jedna ważna data – właśnie rok 1994. Wtedy poszedłem z mamą i siostrą na pierwsze zajęcia jogi do Poli Rdzanek, długoletniej szefowej organizacji Sivanandy w Polsce, a kilka miesięcy później poznałem mojego nauczyciela medytacji – Karimbakhsha H.J. Witteveena.

Z praktyką asan jogi było różnie od tego czasu, miałem przerwy, wypełnione np. praktyką sztuk walki (judo, sambo), po których wracałem do jogi, najpierw w metodzie Iyengara, by ostatecznie odnaleźć się w podejściu vinyasa krama, które w moim odczuciu najlepiej odzwierciedla synchronizację ciała, oddechu i uważności, jak również dzięki niemu ja doświadczyłem największego luzu w ciele. Natomiast mój początek pracy z medytacją w zasadzie zaowocował prawie nieprzerwaną praktyką od tamtego czasu. Co ciekawe zainspirowała mnie nie tyle medytacja, co osoba mojego nauczyciela i jego spójność z tym czego nauczał. Z tego właśnie powodu jego nauczanie nabrało dla mnie szczególnej treści. W 1994 roku zobaczyliśmy ponownie 3 miesiące później i wówczas inicjował mnie (wprowadził) do szkoły wewnętrznej w jednej z tradycyjnych szkół medytacyjnych Indii – tzw. sufizmu uniwersalnego, którą to ścieżką podążam do dzisiaj, w międzyczasie zostając wyznaczonym nauczyciela-inicjatowa, potem nauczyciela nauczycieli oraz przedstawiciela krajowego Ruchu Sufich w Polsce, jak również od niedawna członka zarządu Międzynarodowego Ruchu Sufich.

Praktyka medytacyjna w dużej mierze warunkuje to też jak praktykuję i nauczam jogi. Po pierwsze praca z ciałem musi wg mnie służyć szerszemu spektrum praktyki jogicznej, a zatem właśnie medytacji i towarzyszących jej praktykom. Po drugie w pracy z ciałem poszukuję tego samego co w medytacji, a zatem raczej pewnego rodzaju procesu oduczania się i poszukiwania swojego naturalnego stanu niż wtłaczania się w jakiś model.

Nie chcę opisywać kolei mojej praktyki przez prawie 22 lata, bo nie będzie to raczej ciekawe dla nikogo. Natomiast chciałbym zaznaczyć, że praktyka nigdy nie jest „pasmem sukcesów”. Nie wpadajmy w perfekcjonizm, w którym chcemy unikać błędów, ponieważ to najgorszy hamulec wszelkiej wartościowej pracy. Tak naprawdę błędy są nie do uniknięcia, z pewnej perspektywy praca nad sobą polega na popełnianiu błędów i uczeniu się na nich. Gdy uczymy się języka, nie oczekujemy od siebie od razu poziomu native speakera, tak samo zachowajmy zdrowy rozsądek co do naszych postępów jogicznych, medytacyjnych, rozwojowych. Nie wahajmy się też zwrócić po wsparcie, czasami może skrócić naszą drogę i bardzo nam pomóc, ale oczywiście pamiętajmy też, że w tej rozwojowej drodze chodzi o to, by być w tej pracy nad sobą coraz bardziej samodzielnym.

Nie lekceważmy też najpotężniejszej praktyki jaką jest nasze życie codzienne – rodzina, praca i kontakty z innymi. Moim zdaniem cała jogiczno-medytacyjna praktyka formalna jest tylko narzędziem, by móc urzeczywistnić swoje wartości w esencji praktyki – w naszym życiu codziennym.

Nie wiem czy to napisałem kwalifikuje się jako historia, chyba nie bardzo… Ale też doświadczenie wewnętrzne nie jest chronologiczne i historyczne, więc czuję się częściowo usprawiedliwiony. Jeśli mielibyście jakieś pytania do mnie to śmiało się skontaktujcie przez moją stronę www:
http://maciejwielobob.pl
.

_MG_4192

Źródło: Foto z prywatnych zbiorów Macieja.

karimbakhshimylipiec2015

Źródło: Maciej Wielobób z rodziną i nauczycielem.

I jak Wam się podoba? Można się od Niego wiele nauczyć.

Więcej informacji o Macieju:

Strona www i blog: 
http://maciejwielobob.pl

Newsletter: 
http://maciejwielobob.pl/newsletter/

Ostatnie książki:
„Psychologia jogi”: 
http://sensus.pl/view/6217Q/psyjog.htm

„Medytacja w życiu codziennym”: 
http://sensus.pl/view/6217Q/mezyco.htm

„Ajurweda w praktyce”: 
http://sensus.pl/view/6217Q/ajurpr.htm

Namaste

:):):)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Tenzin Gjatso – Jego Świętobliwość XIV Dalajlama

17 lis

Mówi o sobie „zwykły mnich”.

Tenzin Gjatso – Jego Świętobliwość XIV Dalajlama

Duchowy przywódca Tybetańczyków. Urodzony 06.07.1935 r. W wielu 2 lat rozpoznano w nim kolejne wcielenie 13 poprzednich dalajlamów. Jako XIV Dalajlama otrzymał nowe imiona: Święty Pan, Szlachetna Chwała, Pełny Współczucia Obrońca Wiary i Ocean Mądrości. Nowo nadane imiona w pełni ukazują człowieka, jakim jest Dalajlama. Szlachetny człowiek o złotym sercu i duszy.

Gdy w 1950 na teren Tybetu wtargnęli żołnierze Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, Dalajlama  otrzymał władzę polityczną. Stał się głową państwa i szefem rządu. Na wszelkie możliwe sposoby próbował znaleźć pokojowe rozwiązanie zaistniałej sytuacji. Spotkał się z Mao Zedongiem i innymi chińskimi przywódcami. Niestety. Sytuacja nie uległa poprawie. Gdy Dalajlama opuścił Tybet zwrócił się do ONZ o pomoc dla swojego kraju. Organizacja Narodów Zjednoczonych wydała 3 rezolucje wzywające Chiny do poszanowania praw człowieka w Tybecie.

Na wygnaniu Dalajlama utworzył rząd emigracyjny. W 1963 r ogłosił demokratyczną konstytucję opartą na wartościach buddyjskich i Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Zrobił i robi wiele. Odwiedził każdy zakątek świata (w Polsce był 6 razy) by szerzyć wartości, by walczyć o pokój.

XIV Dalajlama słynie ze swojej mądrości, pokory. Jest człowiekiem o dużym poczuciu humoru ;)

Zasady wg Dalajlamy. Zbyt często o nich zapominamy:

1. „Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia niosą ze sobą wielkie ryzyko”.

2. „Kiedy przegrywasz, nie przegrywaj lekcji”.

3. „Podążaj za trzema rzeczami: szacunkiem dla innych ludzi, szacunkiem dla siebie oraz odpowiedzialnością za wszystkie swoje czyny”.

4. „Pamiętaj, że nie otrzymać tego czego się chce, to czasem wspaniały łut szczęścia”.

5. „Ucz się zasad, abyś wiedział jak złamać je we właściwy sposób”.

6. „Nie pozwól, aby mała kłótnia, zraniła wielką przyjaźń”.

7. „Kiedy uświadomisz sobie, że popełniłeś błąd, podejmij natychmiastowe kroki, aby go poprawić”.

8. „Spędź trochę czasu w samotności każdego dnia”.

9. „Otwórz swoje ramiona na zmianę, lecz nie wypuszczaj swoich wartości”.

10. „Pamiętaj, że cisza jest czasem najlepszą odpowiedzią”.

11. „Żyj dobrym, honorowym życiem. Kiedy się zestarzejesz i pomyślisz o nim, będziesz mógł cieszyć się nim po raz drugi”.

12. „Kochająca atmosfera w domu jest fundamentem twojego życia”.

13. „W niezgodzie z ukochanymi osobami, zajmuj się tylko obecną sytuacją. Nie przywołuj przeszłości”.

14. „Dziel się swoją wiedzą. To sposób na osiągnięcie nieśmiertelności”.

15. „Bądź łagodny dla Ziemi”.

16. „Raz do roku idź w miejsce, gdzie nie byłeś nigdy wcześniej”.

17. „Pamiętaj, że najlepszym związkiem pomiędzy ludźmi jest taki, w którym miłość dla siebie nawzajem przewyższa waszą potrzebę drugiej osoby”.

18. „Oceniaj swój sukces poprzez to, co musiałeś oddać, aby go osiągnąć”.

Na blogu pozytywnie zakręconej joginki bardzo często cytowałam Dalajlamę. Jego biografię, nazywaną wywiadem-rzeką, spisaną przez Gillesa Van Grasdorffa czytałam dwukrotnie. Nie jest to lektura łatwa, ponieważ historia Tybetu nie należy do przyjemnych. Jest dużo brudnej polityki, brak poszanowania dla życia, a jednocześnie  On, Jego Świętobliwość XIV Dalajlama. Kto interesuje się Tybetem powinien tą książkę przeczytać.

Nie chcę Was zanudzać ogromem Jego cytatów. Nie o  to w tej historii chodzi. Chciałam byśmy poznali człowieka, dla którego drugi człowiek, drugie życie znaczy tak wiele…A czasy mamy okrutne, niepewne i tyle w nich nienawiści…

Dalajlama, zapytany o to, co go najbardziej zadziwia w ludzkości, odpowiedział: „Człowiek. Bo poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak na prawdę nie żyjąc.”

I mnie zadziwia drugi człowiek. Zawiść, nienawiść, brak poszanowania dla życia. Gdy zaczynam wątpić w dobro drugiego człowieka, powracam do historii tego „zwykłego mnicha”.

800px-Dalai_Lama_1471_Luca_Galuzzi_2007

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Dalajlama.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Historia Gosi

10 lis

Dzisiaj przedstawiam Wam historię Małgorzaty. Troszkę przyczyniłam się do tego, iż zaczęła interesować się jogą i bardzo mnie cieszy, że czasami potrafi się zmotywować i sama ćwiczy na macie. Mam nadzieję, że dotrzyma złożonej jakiś czas temu obietnicy i zacznie regularnie praktykować. Trzymam więc Ją za słowo i życzę Jej dużo wytrwałości w złożonej obietnicy.

Nie będzie to typowa historia napisana przez Gosię. Przeprowadziłam z Nią krótki wywiad:

Ja: Przyznałaś się, że nie ćwiczysz regularnie. Brakuje Ci samozaparcia, dlaczego więc pomimo wielu prób i wielu przerw powracasz do jogi?

Gosia: Na początku myślałam, że joga nie jest dla mnie. Zbyt spokojna, zbyt nudna. Takie były moje pierwsze skojarzenia. Ale gdy zabrałaś mnie pierwszy raz na zajęcia w 2010 roku spodobała mi się ta forma relaksu, choć gdy wyszłam z zajęć myślałam, że „wyzionę ducha”.

Ja: A co dokładnie czułaś, gdy opuściłaś salę?

Gosia: Poczułam każdą część swojego ciała i na własnej skórze doznałam uczucia, o którym mi opowiadałaś. Lekkość stóp ;)

Ja: Ja to czuję za każdym razem. Dodatkowo, gdy wychodzę z zajęć czuję się wyluzowana, uśmiechnięta i każdy problem wydaje mi się łatwy do pokonania. Też tak czułaś?

Gosia: Coś w tym sensie. I przestałam mówić, że w jodze się tylko leży. Po pierwszej 1,5 godziny zajęć byłam mokra jakbym wyszła z zajęć siłowych.

Ja: To na co dokładnie pomagały Ci ćwiczenia?

Gosia: Hm… Najbardziej na kręgosłup. Po wielu godzinach siedzącego trybu pracy ćwiczenia działały kojąco. Nawet nie wiedziałam, że można sobie pomóc w ten sposób.

Ja: Czyli skorzystasz z rad, które Ci udzieliłam i z poradnika joga kręgosłupa? Tam są proste ćwiczenia i w zasadzie każdy może je wykonywać. Wiem, że nie uczęszczasz już na zajęcia w szkole, dlatego to by była dobra alternatywa dla Ciebie. I nie przemęczysz się.

Gosia: Tak, ale trudno mi się zmotywować, dlatego wiem że  powinnam wrócić do zajęć w szkole. Aktywność fizyczna jest bardzo ważna, a joga ma zbawienny wpływ nie tylko na ciało. Wiem, bo parę miesięcy chodziłam na zajęcia i gdy przestałam, nie czułam się już tak dobrze.

Ja: O tym musi przekonać się każdy sam. Bo joga, tak jak każda dziedzina nie jest dla każdego.

Gosiu a jaka jest Twoja ulubiona pozycja w jodze?

Gosia: Pozycja martwe ciało hahaha ;) Na poważnie nie mam ulubionej, ale wiem, które pozycje sprawiały mi najwięcej problemów. Pozycje na równowagę.

Ja: Pozycja drzewo?

Gosia: Dokładnie. Wszystko było dobrze gdy obok mnie była ściana. Bez niej to była raczej pozycja obalonego drzewa.

Ja: Każdy ma problem z jakąś pozycją. Ja ćwiczę od paru lat, a nadal pozycja trójkąta wychodzi mi marnie. I jeszcze w pewnym partiach ciała czuję sztywność. Ale  staram się tym nie przejmować i praktykuję dalej ;)

Myślisz, że gdybyś wtedy nie musiała przerwać zajęć, ćwiczyłabyś regularnie po dzień dzisiejszy?

Gosia: Sądzę, że tak dlatego wiem że powinnam do jogi powrócić.

Ja: Co byś powiedziała wszystkim tym, którzy zaczęli ćwiczyć a gdzieś po drodze stracili motywację?

Gosia: Jeśli naprawdę czujecie zaraz po zajęciach, że możecie przenosić góry, nie rezygnujcie z jogi ;)

Ja: Dziękuję za wywiad i za jakiś czas sprawdzę Twoje poczynania na macie ;)

Gosia: Oj to muszę zacząć działać ;)

Ja: Sądzę, że od dziś  nie tylko ja ci będę kibicować ;)

Gosia: Brzmi poważnie ;)

 

Ps. I jeszcze jedno obiecała Gosia podczas udzielania wywiadu. Niedługo dostarczy jogową fotkę ;););)

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Czy w tych trudnych chwilach joga może pomóc?

08 lis

Przez jakiś czas nie mogłam praktykować… Troski i ciężkie chwile. Głowa i ciało, te elementy nie chciały współgrać ze sobą. Nie mogły.  Tak po prostu. Śmierć bliskiej osoby spowodowała, iż wszystko wokół przestało być ważne, liczyły się chwile po stracie, przemyślenia przy jednoczesnym działaniu gdyż trzeba było różne sprawy załatwiać… Nie było czasu na rozpacz. Rozpacz była, ale taka cicha, taka spokojna aż do momentu gdy dała o sobie znać. I powiem Wam, że gdyby nie joga w tych chwilach, proste ćwiczenia oddechowe i relaks w domu, po późnych powrotach, spanikowałabym i chyba nie mogłabym pomóc. A pomoc była potrzebna i musiałam zrobić wszystko, by sprostać obowiązkom…Pierwszy raz straciłam kogoś bliskiego. Pierwszy raz nie wiedziałam co robić. Ten czas, tuż po…Ktoś odszedł na zawsze…Zaczęłam zastanawiać nad swoim życiem. bo przecież wszystko jest takie kruche, tak szybko może się skończyć. Każdy ma swoją świeczkę i nigdy nie wiadomo kiedy zgaśnie. Banalne, w końcu każdy z nas wie o tym, iż pojawia się na tym świecie na chwilę. Ale tak naprawdę myślimy o tym dopiero w sytuacji, gdy spotykamy się ze śmiercią twarzą w twarz.

Joga dała mi siłę. Nie ma recepty na to, co przeżywa człowiek po stracie. Nikt w zasadzie pomóc nie może. Możemy pomóc sobie jedynie sami. I każdy ma swój sposób na żałobę, na poszczególne etapy po…

Mój umysł był zrozpaczony, serce bolało,  a ciało podpowiadało: „rozwiń matę, połóż swoje zmęczone i obolałe ciało i po prostu poddaj się, nieważne czy będziesz ćwiczyć czy tylko sobie poleżysz, ale zacznij oddychać ” . Spokojny oddech nie pozwoli nam wpaść w panikę, nasze komórki są dotlenione i zaczynamy myśleć racjonalnie. Zaczynamy działać. Gdy poddajemy się emocjom, zaczynają dziać się dziwne rzeczy z nami. Nie jestem specjalistą w dziedzinie oddechu i medytacji. Nie wytłumaczę Wam fachowo tego całego procesu.  Od tego są wybitni znawcy w dziedzinie medytacji i pranajamy. Piszę na swoim przykładzie. To są moje osobiste refleksje. W obliczu wielkiego stresu przekonałam się na własnej skórze, jak joga pomaga. Nie uleczyła mojej duszy, pomogła nie stracić głowy i nie upaść…

To nie znaczy, że przestałam myśleć o Tej osobie. . . Joga nie pozwoliła mi  zapomnieć, nie da się zapomnieć tych, których z nami nie ma. Oni na zawsze będą w naszych sercach. Joga pomaga przetrwać i zrozumieć to co nastąpić musi.  Gdy po dwóch tygodniach wróciłam na matę, miałam do siebie pretensje. A może za wcześnie? Ale zrozumiałam, że muszę pomóc sobie i rodzinie. Powróciłam na matę. Joga to dla mnie terapia. Joga to sposób walki ze stresem, a ostatnio z  żałobą. Przynajmniej dla mnie…



 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Myśli jogowe

 

Historia Katarzyna Streg

03 lis

Historia miała ukazać się dwa tygodnie temu. Niestety w tym czasie straciłam bliską mi osobę. Smutny czas… Ostatnie pożegnanie.

Dziś powracam z cyklem historia jogina. Naszą bohaterką jest Kasia. Miałam tą przyjemność pisać z Kasią jakiś czas temu. Oczarowała mnie swoją osobą. Dziś poznajcie Ją Wy moi Drodzy.

:)

Heh jak zacząć coś co nie wiadomo gdzie miało początek i co przenika całe moje dorosłe życie… ;)

Od zawsze szukałam sposobu/ rytuału/dyscypliny, która holistycznie łączy pracę z  Ciałem ,Duchem i rozumem . Wielkość liter to nie pomyłka ale zabieg w pełni zamierzony bo ten ostatni spryciarz sprawia same problemy ;).

Przewijały się w moim życiu różne dyscypliny ale ,zostawszy wychowana w kulcie intelektu , uważałam je za mało ważny dodatek. Spełniając kolejne oczekiwania mojej rodziny i kulturowe świetnie radziłam sobie na polu zawodowym i nie tylko podejmując wciąż nowe, coraz trudniejsze zadania. Ehhh no wszyscy byli dumni a ja chwilami nawet …szczęśliwa…

Wyjechałam za granicę z moim ówczesnym partnerem – plan był : na chwilę pomieszkania za granicą potem ślub , dzieci, kariera itd. itd. itd… i się niespodziewanie zakochałam… grunt usunął się spod nóg a żadne plany nie miały znaczenia. Związek był pełen traumatycznych wzlotów i upadków , które miały zapchać emocjonalne dziury z całego życia – jak się pewnie domyślacie karkołomna to metoda i oczywiście zakończona rozstaniem. Jednak to właśnie te momenty kiedy myślałam ,że stoję na krawędzi przepaści pozwoliły mi sięgnąć głęboko wewnątrz mnie i dotknąć  nowej jakości w moim życiu.

By znaleźć jakiś punkt zaczepienia zaczęłam medytować i ćwiczyć znowu, zaniedbane już trochę przeze mnie, tai chi. Wróciłam do Polski i wpadło mi w ręce ogłoszenie  z ‘Jogi w Parku’ o wakacjach z jogą i kolorami nad morzem… tak pojechałam na spotkanie moich dwóch miłości : Jogi i Energii Koloru. Przez ten jeden tydzień z wesołą zgrają jogową czułam się absolutnie szczęśliwa i pełna energii. Na fali zdarzeń pojechałam zaraz na miesięczny trekking w Himalaje – spaliśmy przeważnie w przyświątynnych dormitoriach, szliśmy czasami w błocie  a ja z fascynacją witałam każdy nowy dzień…

Pamiętam jak robiłam z koleżanką powitanie słońca na 4500 m n.p.m. – nie dla wyczynu ale ze śmiechem z poczuciem   czystej radości życia.

Po powrocie do domu okazało się , że zadawnione kontuzje i skrzywienie kręgosłupa odezwały się z potrójną mocą. Ledwo wstawałam o poranku z łóżka a ból stał się moim nieodłącznym towarzyszem. Od lekarza pierwszego kontaktu usłyszałam , że skończyłam 32 lata i już niewiele można z tym zrobić w zasadzie mogę sobie pochodzić na basen i przygotować się , że w okolicach czterdziestki czekają mnie kulę. Nie  ma to ja autorytety w życiu! Zmroziło mnie na jakieś  dwa miesiące.

W końcu, w akcie desperacji, spakowałam plecak i pojechała do Indonezji – no w końcu niewiadomo co będzie. Spędziłam tam  upojny miesiąc  na Jawie i Bali poznając niesamowitych ludzi, często również ćwiczących jogę. Cudownie było iść o poranku do bambusowej wiaty nad  morzem i pozwolić ciału by w powiewach lekkiej bryzy pieszczącej skórę miękko płynęło w rytmie asan  wyznaczanych przez nauczyciela… Ozdrowiałam – oj zdziwił by się doktor ;) – nagle ból pojawiał się już sporadycznie.

Po powrocie znalazłam nauczyciela jogi w najbliższym mieście czyli w Brzegu i tak trafiłam na zajęcia do Bartka Miklasa – jako że zaczęłam w czerwcu, trafiłam oczywiście do grupy już dłużej ćwiczącej – jednak, na fali własnej ignorancji ( no bo w końcu kilka razy ćwiczyłam jogę więc  co mi tam ) i wewnętrznej silnej potrzeby pozbycia się bólu, zaczęłam intensywnie ćwiczyć. Wracałam z ćwiczeń obolała – pamiętam, że przez pierwsze dwa miesiące nigdy nie umawiałam żadnych spotkań biznesowych o poranku po jodze . Praktyka jogi  stała się moim stałym punktem powitania dnia i wraz z medytacją stały się niemal rytuałem.

Uwolniona od bólu z radością witałam każdy nowy dzień a codzienne praktyka i kolejni nauczyciele nauczyli mnie ogromnej akceptacji i uważności dla siebie, swoich potrzeb ale także na dostrzeganiu rzeczywistych potrzeb innych. Ugruntowanie we własnym ciele pozwoliło mi na puszczenie kontroli i większego zaufania do Świata jako całości. Wierzę, że wszystko przychodzi w odpowiednim czasie i miejscu – jeśli nie w tej chwili to jedyną przeszkodą są nasze przekonania – a je w końcu zawsze zmieniamy ;).

Kolejnym odkryciem było trafienie ‘przypadkowe’ na zajęcia ashtangi do Krystiana Mesjasza w Zen Jodze w Opolu – jego miękki, viniasowy system prowadzenia zajęć i połączenie w płynnym flow z oddechem pozwoliły mi na znalezienie idealnego systemu dla własnej praktyki. Poczułam w końcu jak ciało staje się miękkie i elastyczne a każdy ruch jest ekstatyczną  przyjemnością.

Marzenia spełniają się wystarczy im na to pozwolić :

Od czterech lat uczę Psychologii Koloru w Wrocławskim Studium edukacji ekologicznej.

 Od tego roku uczę jogi u mojego pierwszego nauczyciela w wrocławskiej szkole Sagar w Brzegu  – fascynująca lekcja jak jeszcze bardziej można poczuć praktykę ucząc innych.

Praktyka jogi stała się moim sposobem na dotarcie do własnego wnętrza  i połączenie Ducha z Ciałem – a co najważniejsze przestrzenią, która pozwala mi dostrzec podstępne  działanie umysłu, który poprzez wewnętrzne przekonania często ogranicza moje BYCIE TU I TERAZ.

Są dni kiedy wraz ze zmęczeniem towarzyszącym porannemu wstawaniu zapominam o wdzięczność za to w jakim miejscu teraz jestem i kim jestem oraz jakich ludzi mam wokół. Zaczynam porannym rytuał powitań słońca a moje ciało powoli budzi się do życia -  przeciąga napełniając oddechem , ociera się o matę i mrucząc z zadowolenia znów czuję że Żyję i jaka jestem Wdzięczna za to co mam…

Kasia

Źródło: Foto z prywatnych zbiorów Kasi.

Dziękuję Kasiu za historię. W końcu się pojawiła, dziękuję za wyrozumiałość.

Namaste