RSS
 

Łukasz Przywóski

05 sty

Okres grudniowego szaleństwa świątecznego już za nami. Wkroczyliśmy w nowy 2016 rok.

 Od wielu z Was dowiedziałam się, że historie Joginów przypadły Wam do gustu i czekacie na kolejne  ;)

Pozytywnie zakręcona powraca więc z cyklem „Historia jogina”. Od razu informuję Was, iż w związku z moimi nowymi obowiązkami, każda historia będzie pojawiać się co wtorek  jak zawsze, ale nie raz na tydzień, tylko dwa razy w miesiącu. Oczywiście będzie się więcej działo w grupie, stąd też kosmetyczne zmiany z początkiem roku. Ale będziecie na bieżąco informowani.

Teraz historia.

Łukasza poznałam dzięki  Oli Adamczyk, która mam nadzieję również będzie bohaterką naszego cyklu. To właśnie Ola powiedziała mi, że Łukasz jest autorem wielu ciekawych artykułów jogicznych :

www.ashtangayoga.pl/artykuly/jamy-i-nijamy-na-macie

www.ashtangayoga.pl/artykuly/jak-sie-pisze

Poznajcie więc naszego styczniowego bohatera ;)

Ruch był moją pasją od dzieciństwa. Uprawiałem różne sporty – aikido, pływanie, bieganie, jazdę na rowerze. Każda z nich odegrała ważną rolę w moim „somatycznym” rozwoju. Z jogą zetknąłem się po raz pierwszy pod koniec 2008 r. Znajomi namówili mnie na pierwsze zajęcia. Wybierając się na nie byłem przekonany, że spędzę najbliższe dwie godziny siedząc i mrucząc coś pod nosem. Myliłem się. Z pierwszych zajęć wyszedłem lekki i radosny. Byłem zrelaksowany i pełen energii. Od tamtego dnia nieprzerwanie praktykuję asany, z czasem do praktyki własnej włączyłem pranajamę. Przygodę z hathajogą zacząłem u Grzegorza Nieściera, który naucza jogi według metody Iyengara. Asany ćwiczyłem codziennie. W szkole i w domu. O ile praktykując w domu mogłem eksperymentować i wykonywać pozycje działające na wszystkie partie ciała, o tyle w trakcie zajęć w szkole czułem, że jakość praktyki i dobór asan na zajęciach były w pewnym stopniu uzależnione od samopoczucia i formy nauczyciela danego dnia. Przeszło mi przez myśl, iż nie jest to być może praktyka stworzona dla mnie. Nie znałem jednak żadnej innej. Któregoś wieczoru przeglądając w serwisie internetowym YouTube klipy poświęcone jodze, trafiłem na demonstrację asan w wykonaniu Davida Swensona. To, co robił było niezwykłe. Demonstrację tę obejrzałem kilkakrotnie, w opisie znalazłem informację, iż David praktykuje Ashtangę. Zorganizowałem sobie DVD z Pierwszą Serią i zacząłem praktykować w domu naśladując w miarę możliwości praktykę Davida Swensona. Połączenie ruchu z oddechem, „ciągłość” praktyki i jej intensywność oczarowały mnie. Przez pewien czas starałem się łączyć praktykę jogi wg metody Iyengara i praktykę Ashtangi jednak w moim wypadku rozwiązanie to nie sprawdziło się. Po pierwszych warsztatach z Radkiem Rychlikiem zacząłem regularnie pojawiać się na zajęciach w stylu Mysore w AYS, gdzie ćwiczę (choć już nie asztangę) do dzisiaj. W 2012 roku trafiłem na warsztat Simona Borga-Olivera, po którym gruntownie przebudowałem swoją praktykę własną. Skupiłem się na spowolnieniu oddechu, naturalnym, „organicznym” ruchu wyprowadzanym z centrum. Z czasem trafiłem na kurs nauczycielski Calligraphy Yogi stworzonej przez Mistrza Zhen Hua Yanga, w czasie którego uzmysłowiłem sobie, jak często „spinam się” w trakcie praktyki. Pod wpływem nauczania Mistrza Yanga i Simona Borga – Olivera kształtuję swoją praktykę własną, która wciąż się zmienia i podąża w kierunku płynnej, swobodnej winjasy, której towarzyszy naturalny oddech. Praktyka asan, często żywiołowa, pozwala mi zachować wysoki poziom energii. Równocześnie staram się ćwiczyć w uważny sposób i nie przekraczać ograniczeń swojego ciała. Staram się, żeby moja praktyka łączyła w harmonijny sposób element tapasu (dać z siebie jak najwięcej) i ahinsy (niekrzywdzenia). Innymi słowy – lubię wymagającą praktykę, ale jeszcze bardziej lubię stan lekkości i pełni życia, dlatego też dopasowuję swoja praktykę do poziomu energii, jaki mam danego dnia. Duże znaczenie ma dla mnie zrozumienie tego, co robimy na macie. Dlatego wciąż się dokształcam w zakresie anatomii, fizjologii, biomechaniki. Zajęcia prowadzę od 2011 roku. W czasie zajęć zwracam uwagę na odpowiednie ustawienie ciała w asanie i praktykowanie w zgodzie ze swoim ciałem. Z tego też powodu nie wykonuję fizycznych korekt mających na celu „głębsze” wejście w pozycję – w moim odczuciu są one sprzeczne z ahinsą. Ciału należy ufać, nawet jeśli notorycznie przyjmuje niewłaściwą pozycję – zazwyczaj robi to z określonego powodu. Dlatego też pierwszym krokiem jest poznanie tego powodu i praca nad nim a nie bezrefleksyjne kopiowanie podręcznikowego ustawienia ciała w danej pozycji.

WIACKI_21

 Foto z prywatnych zbiorów Łukasza.

Więcej o Łukaszu na stronie internetowej: www.artiajoga.pl

Dziękuję za Twoją historię  i czekamy na nowe artykuły i nie tylko ;););)

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~mała-myśl

    6 stycznia 2016 o 12:16

    Znowu uświadomiłam sobie jak mało człowiek wie.. ;]
    Wystarczy czegoś spróbować i można zmienić swoje dotychczasowe życie :) Tylko fajnie jak jeszcze ma się obok kogoś, kto nas poprowadzi, wtajemniczy, wciągnie w tą „nowość” ;)
    Pozdrawiam.

     
    • Marta

      8 stycznia 2016 o 10:34

      Ja nie miałam takiej osoby ;)
      Zainspirowała mnie książka, przewodnik a do tego od zawsze lubiłam muzukę relaksacyjną, kadzidełka i świeczki wiec mi ten świat przypasował i tak już jestem w nim od kilkunastu lat ;)

       
  2. ~Anna

    7 stycznia 2016 o 09:09

    Bardzo polecam artykuł Łukasza „Efekt Bohra” http://www.artiajoga.pl/efektbohra. Szczególnie dla ashtangistów – wart przemyślenia

     
    • Marta

      8 stycznia 2016 o 10:35

      Dziękuję za linka ;) Ja zajrzę z pewnością ;)

       
  3. Ania

    7 stycznia 2016 o 18:58

    Ah te ciekawe historie i interesujący ludzie. :)

     
    • Marta

      8 stycznia 2016 o 10:36

      Każda historia jogina wciąga mnie i nastraja pozytywnie ;) Lubię te jogowe, dobre fluidy ;)