RSS
 

Paulina Maliszewska

24 lut

Dziś kolejna historia. Z lekkim poślizgiem, ale dopiero odzyskałam dostęp do laptopa.

Za każdym razem gdy poznaję losy naszego wtorkowego bohatera,czuję się dumna i szczęśliwa, że chcecie te historie poznawać. Każdy z Was wkroczył na matę w inny sposób,w różnym wieku,nieraz po chorobie,urazie.Ale każdy z Was odkrył w jodze coś dla siebie. I to jest wspaniałe :)

Moja przygoda z jogą zaczęła się stosunkowo wcześnie. Moi rodzice zawsze dbali o mój rozwój psychofizyczny, dlatego w wieku 7 lat zaczęłam trenować pływanie a niedługo później, bo w wieku 11 lat trafiłam na pierwsze zajęcia jogi dla dzieci do mojej nauczycielki – Lidii Bielewicz. Sport towarzyszył mi praktycznie od zawsze. Angażowałam się w stu procentach w to, co robiłam. Był to moment, kiedy byłam tu i teraz. Tylko ja i mój mały, a zarazem wielki świat. Ale wiem to dopiero teraz, z perspektywy czasu, po ponad dziesięciu latach. Ale wracając do mojej historii… Lata mojej praktyki spokojnie upływały. Odnosiłam duże sukcesy w pływaniu. U szczytu formy zajmowałam miejsce w pierwszej dziesiątce na Mistrzostwach Polski. Jednak przyszedł dzień, w którym niewielki problem zdrowotny uniemożliwił mi trenowanie na kilka miesięcy. Wtedy bardziej „zaprzyjaźniłam się” z jogą. W wieku około 13 lat zadecydowałam, że chcę uczęszczać na zajęcia jogi dla dorosłych. Początki nie były łatwe. Ledwo co sięgałam dłońmi do podłogi przy Uttanasanie. Ale jak już wspomniałam wcześniej, zaangażowanie plus moja (czasem wybujała) ambicja poskutkowały szybkim progresem. Wybrałam się samotnie na wakacje z jogą do Smołdzina (magiczna podróż, ale na osobną historię ). Bardzo chciałam dorównać wszystkim pozostałym Paniom. Moja nauczycielka, Pani Lidka, też nie pozwalała mi odpuścić: instruowała mnie, korygowała, z czasem zaczęła zachęcać do udziału w warsztatach, które organizowała zawsze wiosną i jesienią w Gołuchowie obok mojego rodzinnego miasta. W wakacje przed pójściem do liceum w moim „sportowym” życiu pojawił się triathlon. Znów coś dodatkowego pochłonęło mnie bez końca na prawie 3 lata, choć z zajęć jogi nie zrezygnowałam. Ponownie zaczęłam odnosić sukcesy. W swojej kategorii zajęłam 10. Miejsce w Polsce. Treningi jednak były czasochłonne i przede wszystkim o wiele cięższe. Pojawiło się wiele napięć w moim ciele. Wtedy zrozumiałam jak piękne jest uczucie, kiedy Twoje ciało jest zupełnie rozluźnione. Klasa maturalna i natłok obowiązków „zmusiły” mnie do podjęcia ostatecznego wyboru. I był to najlepszy wybór w moim życiu. Wszystkie zawody, zmagania, wygrane są dziś tylko miłymi wspomnieniami, doświadczeniami i częścią mojej drogi do wolności ciała i umysłu. Jogę w moim życiu mogę porównać do najlepszego przyjaciela. Zawsze była przy mnie, choć nie wymagała poklasku. Pomagała mi uspokoić myśli i odprężyć się, gdy stawałam przed najważniejszymi życiowymi wyborami. Ale to tak naprawdę dopiero początek mojej przygody. Pani Lidka stopniowo oswajała mnie z rolą nauczyciela. Najpierw pod jej nadzorem pokazywałam pojedyncze asany, później całe lekcje aż w końcu przyszedł dzień, w którym pierwszy raz sama stanęłam na macie przodem do reszty grupy. Niesamowite uczucie. Spodobało mi się! Przypadek (choć osobiście uważam, że przypadków nie ma) chciał, abym kontynuowała swoją przygodę. Gdy wyjechałam na studia do Poznania od razu trafiłam do Sylwii Pędzich, która otwierała właśnie swoje studio Joga Wita. Zaufała mi, pozwoliła wybrać godziny w grafiku, które chciałabym zagospodarować na swoje zajęcia. Dziś mija prawie dwa i pół roku od kiedy prowadzę zajęcia, jako certyfikowana nauczycielka w Joga Wita. Oprócz tego całkiem niedawno rozpoczęłam swoją małą „misję”, jako BJJoga i prowadzę zajęcia dla osób, które uprawiają sztuki walki, w szczególności brazylijskie jiu jitsu. Moim marzeniem od zawsze była praca bezpośrednio z ludźmi, a dodatkowo ogromną radość sprawia mi, gdy mogę komuś pomóc i uwolnić od bólu, bo sama doskonale wiem, jaki to uczucie. To co w jodze najpiękniejsze, to właśnie ta droga. Codzienna wygrana z samym sobą. Odkrywanie swoich możliwości, ale i też ograniczeń. Kiedy ktoś mnie pyta: „Co daje joga?” zwykle odpowiadam „Mnie osobiście dała wolność i nauczyła pokory.”. Kiedyś zawzięcie dążyłam do wyznaczonego celu, teraz wiem, że sumienna praca w zgodzie z moją naturą sama doprowadzi mnie do celu.

12746407_1150806498276967_1499783746_n

Foto z prywatnych zbiorów Pauliny.

Spodobała Wam się historia? Jeśli tak i chcielibyście poznać Paulinę w realu zapraszam w Jej imieniu do Studia Joga Wita w Poznaniu.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Dodaj komentarz