RSS
 

Archiwum - Marzec, 2016

Inka Kozłowska

30 mar

Poświątecznie i wyjątkowo w środę:)

Witajcie Kochani ;) Mam nadzieję, że choć troszkę ćwiczyliście ;):):)

Dziś historia Inki.I tu troszkę prywaty. Naszą dzisiejszą bohaterkę spotkałam na swoich pierwszych zajęciach jogi  w Studio Marii Stróżyk w Poznaniu. Inka jest pozytywną i bardzo sympatyczną osobą  ;)  Ona dała mi pierwsze lekcje, wskazówki i to dzięki Niej jestem teraz tu gdzie  jestem ;) Kto nie był na zajęciach, gorąco zachęcam. A teraz historyja ;)

Joga w moim życiu, joga we mnie, joga ode mnie dla Was. To właściwie cała historia, która jest teraźniejszością, nieustannym przypominaniem sobie gdzieś w środku i na powierzchni skóry co to Ahimsa, Satya, jak być szczęśliwym ze sobą i z innymi, jak czynić dobro, widzieć w ludziach światło.

Byłam bardzo dorosłą osobą gdy spotkałam jogę. Ale było to spotkanie zupełnie naturalne, jakby tak miało być, jakbyśmy o sobie wiedzieli i czekali na to spotkanie. Nauczyciele na mojej drodze to wspaniali ludzie, Maria Stróżyk, przez chwilę Mateusz Stańczak, który pokazał mi kto jest dalej czyli Jurek Jagucki, wielki mam sentyment do Jurka i jego ciepłego i wyrozumiałego widzenia świata. Potem Konrad Kocot, Heniu Liśkiewicz, Kasia Pilorz, Robert Spica, Ewa Wardzała, Natasza Moszkowicz. Również bardzo ważny dla mnie profesor Lesław Kulmatycki – organizator i prowadzący pierwsze w Polsce studia podyplomowe o jodze w państwowej uczelni jaką  jest Akademia Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Także Lois Steinberg, urocza nauczycielka ze Stanów corocznie przyjeżdżająca do Polski, Rita Keller, niesamowicie precyzyjna i przyjazna nauczycielka z Niemiec i jeszcze kilka osób. No i na pewno i przede wszystkim Guruji B.K.S.Iyengar, od którego dla mnie i wielu zaczęła się joga Iyengara. Wspominam ostatnie z Nim spotkanie w 2014 roku, gdy będąc w grupie zorganizowanej przez Krakowski Warsztat Jogi (Ewa i Natasza) odwiedziliśmy Punę na kilka dni. Byliśmy blisko Gurujiego, mądrego, serdecznego, doświadczonego w znaczeniu wiedzy i mądrości ale też doświadczonego trudnym życiem nauczyciela. Wszyscy nauczyciele , tak samo jak Ty i ja, słabi i mocni jednocześnie, zbudowani z tych samych żywiołów:  ziemi, wody, ognia, powietrza i eteru. Tak samo jak Ty i ja urodzili się i odejdą. Jestem szczęśliwa, że ich spotkałam, bądźmy szczęśliwi, że się spotkaliśmy, to może się nie powtórzyć.

Jestem  certyfikowaną nauczycielką jogi Iyengara. Uczę od 2004 roku. Od tego czasu stałam się nauczycielką Introductory II potem Juniorem I a w 2015 roku Juniorem II.  W międzyczasie ukończyłam studia u profesora Kulmatyckiego, teraz współpracuję z uczelnią prowadząc część zajęć dla studentów którzy już są albo może będą nauczycielami jogi. To jest jak droga, czasami trochę kręta i trudna,  czasami szeroka i jasna, jak życie. Joga przenika, nadaje sens, uczy. Staje się towarzyszem codzienności. To czego raz się nauczysz, zostaje w Tobie na zawsze. Pierwsze silne impulsy z czasem łagodnieją i wtapiają się w Ciebie. Uczy się Twoje ciało, zmysły, umysł, świadomość. To co jest ważne dla mnie jako nauczyciela, to absolutne przekonanie, że joga jest dla wszystkich. Ty wybierzesz jej rodzaj, odmianę, szkołę – w dzisiejszych czasach jest ich wiele. Mądry nauczyciel będzie wsparciem, pokaże drogę, ale Ty nią pójdziesz, coraz bardziej samodzielnie. Gdy pisałam pracę o jodze na mój pierwszy nauczycielski egzamin, użyłam przenośni „Początkujący uczniowie są jak dzieci, które uczymy chodzić, najpierw pomagamy im bardzo dużo, podpieramy, chronimy przed upadkiem. W miarę upływu czasu widzimy postępy, coraz więcej samodzielności i odwagi. Po pewnym czasie osoby te są mniej początkujące i potrzebują nauczyciela mniej, odkrywają praktykę własną, innych nauczycieli, czasami sami zostają nauczycielami. I tak jest dobrze, jest to szczęście i radość.”  Wierzcie mi, gdy widzę jak wspaniale i harmonijnie jest z jogą i za sobą mój uczeń, odczuwam olbrzymią satysfakcję i wewnętrzną radość. Nie przypisuję sobie zasługi, bo to praca, wyrzeczenia i dążenia tej osoby dały jej pozytywne bycie z jogą. Ale fajnie, że mogliśmy zaczynać razem.

Lata praktyki i uczenia dały mi subtelniejszy obraz osoby, którą spotykam na zajęciach,  Coraz bardziej interesuje mnie joga terapeutyczna, nie tylko dla kręgosłupa, całe ciało, nie tylko fizyczne często potrzebuje pomocy i wsparcia, no i każdy może to dla siebie zrobić – zacząć praktykować jogę. Nauczyciel pokaże drogę – Ty nią możesz podążać.  Ja też cały czas się uczę.  W końcu, jak powiedział B.K.S.Iyengar:„Wszyscy jesteśmy początkującymi” ;)

Pozdrawiam Was wszystkich z tego miejsca.

Namaste.

11953595_10206116347960813_2617947132454681340_o

Fot. Prywatna fotografia ze zbiorów Inki.

Właściciel: Salamba Hatha Yoga

www.salamba.pl

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Cykl "Historia jogina"

 

Znajdź chwilę w tym pędzie i zwolnij

22 mar

Dziś wtorek,ale nie będzie historii.Dziś postanowiłam przelać na ekran moje myśli…A wszystko za sprawą pewnej przerwy….I książki…

 IMG_20160382_082235

Często jesteśmy więźniami przeszłości. Nieraz ponieśliśmy klęskę. Panicznie boimy się kolejnej porażki. Jeśli coś osiągnęliśmy, boimy się że to utracimy. Piszę o tym, bo wiem jak jest wtedy ciężko zwykłemu śmiertelnikowi. Choć moje otoczenie, bliscy uważają że joga nie jest niczym dobrym, to jednak mnie pomaga.Bardzo często i mnie dopada panika, lęki, bezsilność…Wtedy, w takich chwilach gdy uspokoję swoje ciało, zaczynam ćwiczyć.

Parę dni temu zaczęłam czytać „Pielgrzyma” Paula Coelho. Nie jest to literatura jogiczna, ale pierwsze zadanie przed którym stanął główny bohater, może posłużyć nam jako ćwiczenie…Bycie ze sobą tu i teraz bez myślenia o problemach, które gdy zbyt często o nich myślimy zaczynają sterować naszym życiem. wtedy popadamy w pułapkę, zaczynamy myśleć nieracjonalnie, popełniamy błędy, ulegamy panice i lękowi.

Ćwiczenie zasiewu;

Uklęknij na ziemi.Potem usiądź na piętach i pochyl się tak,aby głowa dotykała kolan.Wyciągnij ramiona do tyłu. Przybrałeś pozycję płodową. Teraz odpręż się i uwolnij od wszelkich napięć. Oddychaj spokojnie i głęboko. Stopniowo narasta w tobie wrażenie, że jesteś maleńkim ziarenkiem, które otacza dobro tej ziemi. Wszystko wokół jest ciepłe  cudowne. śpisz spokojnym snem,

Nagle drga jeden z palców. Ziarno nie chce już być nasieniem, pragnie narodzin. Zaczynasz z wolna poruszać ramionami, potem twoje ciało prostuje się i oto znów siedzisz na piętach. Teraz się podnosisz i wolno, bardzo wolno, z wyprostowanymi plecami, klękasz na kolanach. Przez cały ten czas wyobrażasz sobie, że jesteś nasieniem, które przemienia się i pęcznieje, i wolniutko rozwija grudki ziemi.

Przyszedł czas rozkruszyć ziemię. Podnosisz się powoli, stawiając najpierw jedną, potem także druga stopę. Przez chwilę trudno ci utrzymać równowagę, więc walczysz niczym ziarno, które zdobywa przestrzeń dla rośliny. Aż wreszcie stajesz wyprostowany. Wyobraź sobie otaczające cię pola, słońce, wodę, wiatr i ptaki: jesteś nasieniem, które wykiełkowało i wypuszcza pierwszy pęd. Łagodnym gestem wyciągasz ręce ku niebu. Potem wyprężasz się coraz bardziej, jakbyś chciał chwycić ogromne słońce, które świeci nad tobą, daje ci siłę i wabi. Twoje ciało zyskuje większą sztywność, mięśnie prężą się, a ty czujesz, jak rośniesz, rośniesz, by stać się ogromnym. Napięcie narasta, wreszcie staje się dotkliwe, przyprawia o nieznośny ból. Nie możesz go już wytrzymać, krzyk wyrywa się z twoich ust i otwierasz oczy.

(P.COELHO, PIELGRZYM, S. 39)

 

Mariusz Maćkowiak

08 mar

Z okazji dnia kobiet, no i że dziś kolejny wtorek,  przedstawiam historię Pana Jogina ;)

Mariusz, to jogin z poczuciem humoru, jednocześnie pisze bardzo mądrze o jodze. Joga to nie rywalizacja, joga to bycie tu i teraz, na macie, ze sobą ;) Pamiętajmy o tym zawsze.

Zachęcam do czytania.

Cześć. Jestem Mariusz i mam 43 lata. Wiodę raczej spokojne życie w 19-tysięcznym mieście w Wielkopolsce. Joga przemykała przez moją percepcję już wcześniej – jestem osobą ciekawą świata i ludzi -kultur, tradycji, a nade wszystko – myślenia, życia i sensu. Nic mnie jednak nie poruszało tak intensywnie do zawarcia ” bliższej znajomości” z jogą do czasu aż – jakieś 4 lata temu – słuchałem audiobooka „Jedz, módl się, jedz” Michaela Bootha…Wtedy, tak naprawdę – zacząłem się interesować filozofią i stroną praktyczną jogi. Niestety nie szło to od razu w parze z rozpoczęciem ćwiczeń ,albo szukaniem zajęć w moim otoczeniu. Po prostu urzekło mnie ,że można się zmęczyć tylko oddychaniem lub staniem prosto. Do „40″ mało skupiałem się na swoim rozwoju – sądziłem ,że jazda na rowerze ( nie mam samochodu) ,zwykle do pracy i z powrotem ,zupełnie wystarcza mojej kondycji . Jednak po ukończeniu 40 lat – jak u wielu chyba facetów – coś zaczęło mnie refleksyjnie „nawoływać” – weź się gościu za siebie, bo szpagat to robiłeś 23 lata temu ,i chyba w życiu do tego nie wrócisz…;-)

Ok, nie wróciłem ( na razie) ,ale nadziei nie porzucam ;-)

Gdy dojrzałem do decyzji aby „coś” zacząć ,postanowiłem pójść we wrześniu 2013 na zajęcia zumby – dowiedziałem się ,że ktoś w moim mieście prowadzi coś takiego. Oczywiście ,gdy powiedziałem o tym zamiarze w pracy kolegom ,usłyszałem, że tam chodzą same kobiety i żaden z nich by się nie odważył pójść na takie zajęcia – dla facetów to jest siłownia. No chyba ,że chce się iść żeby się ponapalać na ćwiczące babki – ale widzów to chyba tam nie wpuszczają….

W pewną środę wziąłem dres i poszedłem na zumbę….Niestety, właśnie zajęcia się skończyły – powiedziała mi sympatyczna ,uśmiechnięta Pani,ale to nic ,bo ona zaraz zacznie prowadzić sesję jogi i mnie serdecznie zaprasza ! Tak poznałem Justynę Bilawę ,która do dnia dzisiejszego jest mi trenerką i dobrą koleżanką. W zajęciach jogi uczestniczę od 2 i pół roku .Bardzo rzadko opuszczam te wtorkowe ,półtoragodzinne „przygody” ze swoją duchową i fizyczną samorealizacją .Nie potrafię zmotywować się (na razie! ) do własnych ćwiczeń w domu ,ale wierzę ,że kiedyś to nastąpi.:-) Nie potrafię rozpoznawać oryginalnych nazw asan – nie mam jednak z tym problemu.

Największą satysfakcję daje mi możliwość polecania uprawiania jogi różnym znajomym ,lub nowo poznanym ludziom ,którzy zwracają uwagę na moją sylwetkę i otwarty ,życzliwy sposób bycia. Cieszy mnie również ,że nie jestem już”rodzynkiem” – jedynym mężczyzną na naszych zajęciach – powoli ,acz nie systematycznie „chłopaki” się pojawiają…;-)

Co do „jogowego” życia – myślę,że nie jest ono łatwe – szczególnie dzisiaj w świecie skomercjalizowanym i ukierunkowanym na „sukces” za wszelką cenę . Chyba nie można (poza trenerami – pasjonatami,którzy aktywnie,”zawodowo” zajmują się jogą) uwolnić się od tych zdefiniowanych  słabości : porównywania się z innymi, braku systematyczności , rezygnacji i bólu, zapominaniu o oddychaniu w praktykowaniu jogi, krótkich okresach zwątpienia…

Mam na to jednak odpowiedzi z „jasnej strony życia” – pozytywnego myślenia – poprawę koncentracji ,umiejętność „osiadania w teraźniejszości” , radość z własnych – nawet małych – postępów , praktykę w medytacji i poza wieloma innymi – okazję poznawania przez jogę ludzi otwartych i życzliwych! Bo czy można praktykować jogę i nie  mieć w sobie tych cech ? Według mnie nie można.:-)

Wiem, że o jodze mówi się dużo – raz mądrzej, raz nie…;-) Mam na to jedną odpowiedź – spotkajmy się na macie i spróbujmy poddać się „ćwiczeniu”…Nawet jeżeli joga nie jest dobra dla wszystkich – tylko doświadczenie pozwala wyrobić sobie uczciwy i prawdziwy osąd czy jest dobra dla mnie!

Namaste. :-)

 

Bardzo dziękuję, że opisałeś nam swoją historię ;) I trzymam kciuki za praktykę w domu ;)