RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2016

Kwietniowa Zielonka

30 kwi

Myślałam, że czwarta wizyta w Puszczy Zielonka nie będzie dla mnie zaskoczeniem, bałam się że może mi się już znudzi to miejsce. Ale wiecie co, to jest niemożliwe. Za każdym razem inni ludzie, za każdym razem zupełnie nowe doświadczenia, w końcu za każdym razem dużo jogi i bycia ze sobą ;)

Zawsze polecam warsztaty z jogą w Zielonce. Gdy raz przyjedziesz w to miejsce, zapewniam Ciebie Drogi czytelniku że tu wrócisz ;)

Ten wyjazd był wyjątkowy i bardzo spokojny dla mnie. Piątkowy dzień był bardzo długi i spontaniczny. Dziękuję tym, z którymi spędziłam tam czas, dziękuję za cenne wskazówki i nowe doznania muzyczne ;)

To był czas samotnych spacerów i pisania książki. Te dwa dni pomogły mi bardzo, gdyż to właśnie w Zielonce podjęłam bardzo ważną decyzję ;)

Poniżej parę fotek. Zielonka kwietniowa ;) zachwyca tak samo jak Zielonka styczniowa czy sierpniowa.

12983848_1132704766761313_6358523360846559136_o

 

13040873_1132705570094566_6592976664542796555_o

 

13041458_1132705143427942_8959107949037773440_o

 

13048036_1132705183427938_6238730465304170120_o

 

13055657_1132705530094570_1283487425123898970_o

 

13086879_1132705250094598_1107101737729119627_o

 

Mateusz Deker

26 kwi

Na historię Mateusza czekałam jakiś czas, ale wiedziałam że warto ;) Mateusz jest szalenie zapracowaną osobą i cieszę się, że znalazł czas na to by spisać swoją historię.

Nie poznałam osobiście Babci Mateusza, Pani Marii Stróżyk ale swoją przygodę z jogą zaczęłam właśnie u Niej w Studio, a Mateusza poznałam na korytarzu…. Sprecyzuję, nie poznałam, po prostu przeszedł koło mnie ;) Wtedy nawet do głowy mi nie przyszło, że kiedyś dla mnie i dla Was napisze. Słyszałam, że jest pozytywną i kontaktową osobą i mam nadzieję, że kiedyś dane będzie mi Go poznać w realu ;)

Moja historia miłości do jogi będzie raczej nietypowa. Z jogą mam do czynienia w zasadzie od dziecka. Osobą, która pokazała mi jogę jest jedna z prekursorek jogi w Polsce Maria Stróżyk, która prywatnie jest moją Babcią. To u niej w wieku około 13 lat po raz pierwszy próbowałem swoich sił w jodze. Początkowo udział w zajęciach traktowałem jako zabawę i receptę na spędzenie wolnego czasu. Co roku w okresie wakacyjnym brałem udział w obozach regularnie organizowanych przez Babcię w Zielonce, a także w ośrodkach wypoczynkowych nad morzem. Poznawałem tam podstawy jogi wg metody B. K. S. Iyengara. Jednak w tamtym czasie mój związek z jogą miał raczej charakter romansu, a nie prawdziwej miłości, co wkrótce miało się zmienić.

W wieku 18 lat, po napisaniu matury, dowiedziałem się o metodzie Ashtanga Jogi, która prawdziwie mnie zafascynowała – jej poznanie zawdzięczam Basi Lipskiej, bezpośredniej uczennicy Sri. K. Pattabi Joisa. U niej w roku 2007 ukończyłem kurs nauczycielski Ashtanga Jogi. Można powiedzieć, że do pewnego stopnia była to odskocznia od niepowodzenia, które w tamtym okresie mnie spotkało – nie dostałem się na wymarzone studia! Przez rok praktykowałem ashtange, jednocześnie stawiając pierwsze kroki w nauczaniu jogi. Wtedy była to bardzo kameralna grupa dwóch, sporadycznie trzech osób, jeden raz w tygodniu. Przez ten rok starałem się nie tylko doskonalić praktykę, ale także zgłębiać teorię jogi. Swoją pasję chciałem połączyć z działalnością naukową co zaowocowało zmianą wyboru kierunku studiów na filozoficzne. W tamtym okresie byłem zafascynowany szeroko pojętą ontologią – nie tylko mającą swe korzenie na Dalekim Wschodzie. Ta fascynacja zaowocowała obroną pracy licencjackiej z filozofii „Tomizm a gnoza. Dwa spojrzenia na byt i jego wartość. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu”. Moje poszukiwania naukowe trwały. Po licencjacie podjąłem studia magisterskie w Instytucie Kulturoznawstwa na kierunku Religioznawstwa, które zakończyła obrona pracy „Joga w kulturze Zachodu. Przemiany i recepcja indyjskich technik samozbawienia – tło i współczesność”.

Przez cały ten czas nieustannie uczyłem metody Ashtanga Yogi w wielu miejscach w Poznaniu. W 2012 roku wziąłem udział oraz ukończyłem Teacher Training Course z Manju Jois’em – synem Sri. K. Pattabhi Jois’a, który upewnił mnie w słuszności podjętej drogi i zainspirował do dalszego nią podążania.

Tak jak kontynuuję praktykę jogi, tak też postanowiłem kontynuować zgłębianie jej teorii. W roku 2013 zostałem przyjęty na studia doktoranckie w Katedrze Religioznawstwa UAM, w której niedawno udało mi się wszcząć przewód doktorski na temat „Recepcji jogi w kulturze polskiej na przykładzie wybranych koncepcji”.

Ponieważ joga to także teoria, postanowiłem oprócz zajęć praktycznych prowadzić zajęcia teoretyczne. Opracowałem fakultatywne konwersatoria dla studentów poznańskiego UAM’u „Joga w kulturze Zachodu” oraz „Hinduizm”, które cieszyły się dużym zainteresowaniem.

Moja pasja do praktyki jogi i przekazywania zdobytej wiedzy trwa nadal. Rok temu po raz pierwszy udałem się do Indii, gdzie przez 3 miesiące uczyłem się pod okiem Sharatha Joisa – wnuka K. Pattabhi Joisa w KPJAYI w Mysore – kolebce Ashtanga Vinyasa Yogi. Po tej podróży wiedziałem, że muszę tam wrócić. Jak postanowiłem tak też uczyniłem, a tę krótką historię piszę właśnie z Mysore, gdzie w tym roku spędzam właśnie drugi miesiąc, czerpiąc po raz kolejny z samego źródła Ashtanga Yogi.

13059514_1069299499796923_1927520051_n

Źródło: Z prywatnych zbiorów Mateusza.

 
 

Kim jesteś

22 kwi

Dziś króciutki wpis.

Rozmawiałam ostatnio z pewną joginką i zapytała mnie, „kim jestem”. Znajoma jest psychologiem i zawsze zaskakuje mnie przeróżnymi pytania. Hm…Człowiek, zwłaszcza kobieta pełni wiele ról. I to pytanie wbrew pozorom do łatwych nie należy…

„Aby odnaleźć sens swojego życia, sporządź listę swoich zalet.

Wybierz dwie lub trzy, które Cię najbardziej cieszą i ujmij je w zdaniach rozpoczynających się od słów: Jestem…

Kiedy wymienisz to, co w Twoim postępowaniu jest najważniejsze, od razu będziesz wiedzieć, że to jest sens Twego życia” (L. Engelhardt)

Jestem joginką…

Jestem kobietą…

Jestem „pisarką”

cropped-21.jpg

 

1001090_1108454722519651_5559481627476335566_n

cropped-IMG_2628.jpg

12717678_1081324161899374_2099932623982013386_n

 

A Ty??? Kim jesteś???

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciekawostki jogowe

 

Terapia muzyką ;)

13 kwi

W dzisiejszych czasach trudno o spokój…

Zwłaszcza ten wewnętrzny spokój w naszym sercu i umyśle…

Gdy już nam się uda go osiągnąć, możemy go bardzo szybko  stracić pod wpływem złych ludzi, złych emocji i wielu innych czynników zewnętrznych. Co robić by szybko powrócić do równowagi???

Ja polecam  jogę ale i relaks muzyczny przy którym nie trzeba zawsze ćwiczyć. Terapia muzyką. Można jej po prostu posłuchać, można przy niej odpoczywać, czytać, pisać. Dla każdego według uznania ;)

Jest kilka propozycji ;)

Ostatnio na mojej liście znalazł się zespół ATMASFERA ;)

Dwa razy byłam na ich koncercie i są naprawdę cudowni. Zwłaszcza ich muzyka. Przy niej nie da się myśleć o złych rzeczach.

I taka propozycja zespołu ATB ;)

A Wy co polecicie???

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Ciekawostki jogowe

 

Moje dwa przewodniki ;)

04 kwi

Popełniam wpis drugi raz. A to tylko dlatego, że jest u mnie na czasie. Do książki powróciłam i jeszcze na koniec dodam coś o marzeniach ;)

Dzisiaj o jodze troszkę inaczej…Ten wpis będzie uwieczniony cytatami i przemyśleniami z pewnej książki. Nie jest to fachowa literatura,ale spora jej część poświęcona jest właśnie jodze.

Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”.

Książka, do której wracam co parę miesięcy. Zakochałam się w niej i gdy mam czas ;) biorę ją do ręki i wertuję kartka po kartce ;)Początkowo traktowałam tą książkę jako historię pewnej kobiety po przejściach. Ot zwyczajna historia.  Za drugim razem zaczęłam wyłapywać z niej pewne prawdy życiowe, ciekawe cytaty…I dziś, gdy ponownie zagłębiam się w jej  treść traktują ją jako taki mały, prywatny  przewodnik.

„Joga to wysiłek podjęty w celu osobistego doświadczenia własnej boskości…Jest to panowanie nad sobą i usilne odwracanie własnej uwagi od nieustannego rozpatrywania przeszłości, od ciągłego zamartwiania się o przyszłość, a skupienie się na znalezieniu sobie miejsca wiecznej obecności, z którego możemy niewzruszenie spoglądać na siebie i swoje otoczenie:.

I jak tu się z tym nie zgodzić. Nasz problem polega na tym, że zbyt często wspominamy i żyjemy przeszłością. I przez to zamartwiamy się, jesteśmy niespokojni i nie potrafimy cieszyć się danym dniem, daną chwilą. Zamiast uśmiechu świecimy smutkiem ;( Tak jest, nieraz ja sama wpadam w taką pułapkę. Zupełnie niepotrzebnie…

„Stop thinking, start living”

Niektórzy powiedzą, łatwo powiedzieć. Fakt. Nikt nie mówił, że jest to proste. Ale możliwe…Wiem, że życie dzień w dzień podsuwa nam mnóstwo zmartwień…Ale z każdego, nawet najgorszego problemu jest wyjście…Nie od razu rozwiążemy problemy ale gdy przestaniemy obsesyjnie o nich myśleć, rozwiązania same się znajdą, do tego dodajmy szczyptę czasu i okaże się, że nagle daliśmy radę ;)

„Ciągle grzebiemy się w przeszłości albo wtykamy nos w przyszłość, rzadko natomiast przebywamy w chwili obecnej”.

Żyjmy więc chwilą…Jak najlepiej potrafimy i możemy…

Kolejna prawda życiowa. Im więcej posiadamy, nie znaczy że jesteśmy szczęśliwsi. Bogactwo nie jest miarą naszego szczęścia i dobrego samopoczucia. Wiadomo, człowiek musi za coś przeżyć, kupić jedzenie, ubrać się…(albo tak jak ja wydać mnóstwo pieniędzy na lekarzy itd.) Ale czy potrzeba nam wielu tysięcy miesięcznie by poczuć się lepiej? Ja nie posiadam domu, nie mam nawet mieszkania na własność, nie mam nowiutkiego auta, nie ubieram się w super sklepach, do kawiarni czy restauracji nawet nie mam kiedy iść, ale gdy mi ciężko, gdy za dużo wydatków a konto ciut szczuplejsze, myślę sobie: nie mam kredytu, starczy mi na rachunki, na bilet miesięczny, na jedzenie do pracy, nie mam długów i nawet jak było bardzo, bardzo ciężko, nie musiałam pożyczyć ani złotówki…Z tego się cieszę i z tego jestem dumna ;)Żałuję może tylko jednego, gdyby było więcej pieniążków mogłabym zwiedzić Europę i Polskę…Ale i na to przyjdzie czas. Najpierw muszę zakończyć inne, ważne sprawy ;) Zdowie najważniejsze.

„Widziałem indyjskich braminów jednocześnie żyjących i nieżyjących na tej ziemi, wzmocnionych bez żadnych umocnień i nie mających niczego, a jednocześnie posiadający bogactwo wszystkich ludzi…”

Z tych wszystkich złotych myśli najbardziej upodobałam sobie jedną ;) Ona nie wymaga komentarza.

„Miejscem odpoczynku dla umysłu jest serce. Przez cały dzień umysł słyszy bicie dzwonów i hałas, i kłótnię i w końcu pragnie tylko spokoju. A jedynym miejscem, gdzie umysł może odnaleźć spokój, jest cisza panująca w sercu. Tam właśnie musisz się udać”.

Według mnie, książka jest skarbnicą wiedzy…Daje wiele do przemyśleń, odpowiada na wiele pytań. Traktuje nawet o tym, czym tak naprawdę jest bratnia dusza. I jakby tak nad tym pomyśleć ;)

„Bratnia dusza to lustro, osoba, która pokazuje ci wszystko,co jest w tobie zdławione, osoba która zwraca twoją uwagę na samą siebie, żebyś mogła odmienić własne życie. Prawdziwe bratnie dusze to prawdopodobnie najważniejsze osoby, z jakimi mamy do czynienia, bo to one obalają mury, którymi się otaczamy, i powodują, że możemy się ocknąć. Ale zostać z bratnią duszą na stałe? Nie. To byłoby zbyt bolesne. Bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu, żeby odsłonić przed nami kolejną warstwę nas samych , po czym odchodzą”.

A na koniec coś o spokoju…

„Wyobraź sobie, że wszechświat jest ogromną wirującą machiną. Należy stać blisko jej rdzenia- w samej piaście koła- nie na obrzeżach, gdzie obroty są szalone, gdzie można zostać poszarpanym i zwariować. Ta piasta, ośrodek spokoju…to twoje serce. Tam właśnie, w twoim wnętrzu mieszka Bóg. Przestań więc szukać odpowiedzi w świecie. Skieruj się do tego centrum, a odnajdziesz spokój”.

Książka posiada trzy części: Italia, Indie, Indonezję. Ja się oczywiście skupiłam na Indiach, ale tak naprawdę polecam całą ksiażkę. To fantastyczna podróż przez ciekawe miejsca, z bohaterką która stojąc na życiowym rozdrożu, próbuje zrozumieć siebie, swój wybór i nowe życie. To historia o każdym z nas…Bo każdy z nas był, jest bądź będzie na takim rozdrożu..

Gorąco polecam zarówno książkę jak i film ;) Książka jest dobra dla ducha, a film czymś interesującym dla oka ;)

A dziś urozmaicę wpis  sekwencją o marzeniach.

„Pielgrzym” P.Coelho towarzyszy mi ostatnimi tygodniami w drodze do pracy, w domu… Tytułowy pielgrzym przechodzi pewną ścieżkę w swoim życiu i ja również jestem w drodze…Wiele muszę zrozumieć, ogarnąć, zajrzeć do swojego wnętrza. Książka to świetny przewodnik.

„Człowiek nigdy nie przestaje marzyć.Marzenie jest pokarmem dla duszy, jak żywność jest strawą dla ciała. Przez lata naszego życia bardzo często się zdarza, ze marzenia niosą rozczarowanie, a pragnienia kończą się zawodem, mimo to wciąż trzeba marzyć, w przeciwnym razie nasza dusza umiera…”