RSS
 

Moje dwa przewodniki ;)

04 kwi

Popełniam wpis drugi raz. A to tylko dlatego, że jest u mnie na czasie. Do książki powróciłam i jeszcze na koniec dodam coś o marzeniach ;)

Dzisiaj o jodze troszkę inaczej…Ten wpis będzie uwieczniony cytatami i przemyśleniami z pewnej książki. Nie jest to fachowa literatura,ale spora jej część poświęcona jest właśnie jodze.

Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”.

Książka, do której wracam co parę miesięcy. Zakochałam się w niej i gdy mam czas ;) biorę ją do ręki i wertuję kartka po kartce ;)Początkowo traktowałam tą książkę jako historię pewnej kobiety po przejściach. Ot zwyczajna historia.  Za drugim razem zaczęłam wyłapywać z niej pewne prawdy życiowe, ciekawe cytaty…I dziś, gdy ponownie zagłębiam się w jej  treść traktują ją jako taki mały, prywatny  przewodnik.

„Joga to wysiłek podjęty w celu osobistego doświadczenia własnej boskości…Jest to panowanie nad sobą i usilne odwracanie własnej uwagi od nieustannego rozpatrywania przeszłości, od ciągłego zamartwiania się o przyszłość, a skupienie się na znalezieniu sobie miejsca wiecznej obecności, z którego możemy niewzruszenie spoglądać na siebie i swoje otoczenie:.

I jak tu się z tym nie zgodzić. Nasz problem polega na tym, że zbyt często wspominamy i żyjemy przeszłością. I przez to zamartwiamy się, jesteśmy niespokojni i nie potrafimy cieszyć się danym dniem, daną chwilą. Zamiast uśmiechu świecimy smutkiem ;( Tak jest, nieraz ja sama wpadam w taką pułapkę. Zupełnie niepotrzebnie…

„Stop thinking, start living”

Niektórzy powiedzą, łatwo powiedzieć. Fakt. Nikt nie mówił, że jest to proste. Ale możliwe…Wiem, że życie dzień w dzień podsuwa nam mnóstwo zmartwień…Ale z każdego, nawet najgorszego problemu jest wyjście…Nie od razu rozwiążemy problemy ale gdy przestaniemy obsesyjnie o nich myśleć, rozwiązania same się znajdą, do tego dodajmy szczyptę czasu i okaże się, że nagle daliśmy radę ;)

„Ciągle grzebiemy się w przeszłości albo wtykamy nos w przyszłość, rzadko natomiast przebywamy w chwili obecnej”.

Żyjmy więc chwilą…Jak najlepiej potrafimy i możemy…

Kolejna prawda życiowa. Im więcej posiadamy, nie znaczy że jesteśmy szczęśliwsi. Bogactwo nie jest miarą naszego szczęścia i dobrego samopoczucia. Wiadomo, człowiek musi za coś przeżyć, kupić jedzenie, ubrać się…(albo tak jak ja wydać mnóstwo pieniędzy na lekarzy itd.) Ale czy potrzeba nam wielu tysięcy miesięcznie by poczuć się lepiej? Ja nie posiadam domu, nie mam nawet mieszkania na własność, nie mam nowiutkiego auta, nie ubieram się w super sklepach, do kawiarni czy restauracji nawet nie mam kiedy iść, ale gdy mi ciężko, gdy za dużo wydatków a konto ciut szczuplejsze, myślę sobie: nie mam kredytu, starczy mi na rachunki, na bilet miesięczny, na jedzenie do pracy, nie mam długów i nawet jak było bardzo, bardzo ciężko, nie musiałam pożyczyć ani złotówki…Z tego się cieszę i z tego jestem dumna ;)Żałuję może tylko jednego, gdyby było więcej pieniążków mogłabym zwiedzić Europę i Polskę…Ale i na to przyjdzie czas. Najpierw muszę zakończyć inne, ważne sprawy ;) Zdowie najważniejsze.

„Widziałem indyjskich braminów jednocześnie żyjących i nieżyjących na tej ziemi, wzmocnionych bez żadnych umocnień i nie mających niczego, a jednocześnie posiadający bogactwo wszystkich ludzi…”

Z tych wszystkich złotych myśli najbardziej upodobałam sobie jedną ;) Ona nie wymaga komentarza.

„Miejscem odpoczynku dla umysłu jest serce. Przez cały dzień umysł słyszy bicie dzwonów i hałas, i kłótnię i w końcu pragnie tylko spokoju. A jedynym miejscem, gdzie umysł może odnaleźć spokój, jest cisza panująca w sercu. Tam właśnie musisz się udać”.

Według mnie, książka jest skarbnicą wiedzy…Daje wiele do przemyśleń, odpowiada na wiele pytań. Traktuje nawet o tym, czym tak naprawdę jest bratnia dusza. I jakby tak nad tym pomyśleć ;)

„Bratnia dusza to lustro, osoba, która pokazuje ci wszystko,co jest w tobie zdławione, osoba która zwraca twoją uwagę na samą siebie, żebyś mogła odmienić własne życie. Prawdziwe bratnie dusze to prawdopodobnie najważniejsze osoby, z jakimi mamy do czynienia, bo to one obalają mury, którymi się otaczamy, i powodują, że możemy się ocknąć. Ale zostać z bratnią duszą na stałe? Nie. To byłoby zbyt bolesne. Bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu, żeby odsłonić przed nami kolejną warstwę nas samych , po czym odchodzą”.

A na koniec coś o spokoju…

„Wyobraź sobie, że wszechświat jest ogromną wirującą machiną. Należy stać blisko jej rdzenia- w samej piaście koła- nie na obrzeżach, gdzie obroty są szalone, gdzie można zostać poszarpanym i zwariować. Ta piasta, ośrodek spokoju…to twoje serce. Tam właśnie, w twoim wnętrzu mieszka Bóg. Przestań więc szukać odpowiedzi w świecie. Skieruj się do tego centrum, a odnajdziesz spokój”.

Książka posiada trzy części: Italia, Indie, Indonezję. Ja się oczywiście skupiłam na Indiach, ale tak naprawdę polecam całą ksiażkę. To fantastyczna podróż przez ciekawe miejsca, z bohaterką która stojąc na życiowym rozdrożu, próbuje zrozumieć siebie, swój wybór i nowe życie. To historia o każdym z nas…Bo każdy z nas był, jest bądź będzie na takim rozdrożu..

Gorąco polecam zarówno książkę jak i film ;) Książka jest dobra dla ducha, a film czymś interesującym dla oka ;)

A dziś urozmaicę wpis  sekwencją o marzeniach.

„Pielgrzym” P.Coelho towarzyszy mi ostatnimi tygodniami w drodze do pracy, w domu… Tytułowy pielgrzym przechodzi pewną ścieżkę w swoim życiu i ja również jestem w drodze…Wiele muszę zrozumieć, ogarnąć, zajrzeć do swojego wnętrza. Książka to świetny przewodnik.

„Człowiek nigdy nie przestaje marzyć.Marzenie jest pokarmem dla duszy, jak żywność jest strawą dla ciała. Przez lata naszego życia bardzo często się zdarza, ze marzenia niosą rozczarowanie, a pragnienia kończą się zawodem, mimo to wciąż trzeba marzyć, w przeciwnym razie nasza dusza umiera…”

 
 

Dodaj komentarz

 

 
  1. piacere

    8 kwietnia 2016 o 18:54

    Książka jest jedną z moich ulubionych jak i inspirujących ;) Masz rację – jest to coś dla duszy, niczym lekarstwo. Film wszedł do kin akurat w kryzysowym dla mnie momencie i dał wiarę, że świat jeszcze się do mnie uśmiechnie:)

     
    • Marta

      10 kwietnia 2016 o 11:19

      Cieszę się, że książka inspiruje nie tylko mnie ;)