RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Ciekawe książki warte polecenia’

„Ciało, oddech, uważność w pozycjach jogi ” M.Wielobób

26 kwi

Dawno mnie nie było, dawno tutaj nie pisałam.

Początek marca minął pod znakiem nauki.

Zaczęłam kurs na instruktora jogi, póki co wczoraj zdałam i zaliczyłam egzamin z wiedzy ogólnej ;) Powiem szczerze, łatwo nie było. Codzienna praca zawodowa, obowiązki domowe, joga , dziewczęta i naprawdę kucie po nocach.Materiał bardzo obszerny, wiedza szeroka… Zmęczenie okrutne, ale kamień z serca. Pierwsza część zaliczona ;)

Myślałam, czym Was uraczyć. Nazbierało się tematów. Kończę wpis o anemii i zdrowym sposobie radzenia sobie z niedoborem żelaza na własnym przykładzie i o przestrodze dla Was. I myślę o tym by zaangażować Was w dyskusję na temat jogi. Krąży wiele opinii, zwłaszcza w murach kościelnych o złu, jakie przynosi joga.

A póki co recenzja ;) Dawno nie było.

***

Maciej Wielobób jest autorem wielu artykułów  o jodze i medytacji , książek oraz ebooków. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych nauczycieli jogi i medytacji w Polsce.

 „Ciało, oddech, uważność w pozycjach jogi ” to esej zawierający zbiór informacji na temat praktyki asan w jodze.

Co mnie w nim zaciekawiło?

Praktyka jogi do dla nas to w głównej mierze pozycje – asany. Maciej Wielobób  zwraca uwagę na fakt,  iż asany praktykowane współcześnie nie były elementem starożytnych joginów. Dowiadujemy się o rodowodzie asan, kiedy i przez kogo tak naprawdę zostały rozpowszechnione. Dla kogoś kto interesuje się szerzej jogą, to bardzo ciekawa pozycja.

Kluczowym zagadnieniem podejmowanym przez autora  jest oddech.

Śri Krishnamacharya – ojciec współczesnej jogi , nauczyciel B.K.S. Iyengara był zdania, iż „Oddech jest esencją jogi, ponieważ joga jest esencją życia. A joga zajmuje się życiem właśnie”. W popularnych stylach jogi kładzie się jeszcze mały nacisk na pracę z oddechem. Większość uczniów  traktuje jogę  bardziej jako gimnastykę, sport. Maciej Wielobób wskazuje, jak możemy  zwiększyć świadomość naszego oddechu, jak koncentrować się na nim, by odpowiednio synchronizować ruch z wdechami i wydechami. Daje do myślenia.

Z eseju możemy dowiedzieć się również w jaki sposób budować sekwencję naszej praktyki byśmy mogli na niej skorzystać w pełnym jej wymiarze.

Ebook o kluczowych zagadnieniach w praktyce jest bezpłatny i można go ściągnąć ze strony autora:

www.maciejwielobob.pl.

 

„Moje Indie” – J.Kret

15 lis

Pierwsze miesiące kalendarzowej jesieni spędziłam na czytaniu.

Dziś nietypowa pozycja, dlaczego?

Głównie za sprawą autora.

Jarosław Kret  jest dziennikarzem, podróżnikiem, z wykształcenia orientalistą. W trakcie swojej podróży mieszkał w prawdziwej indyjskiej rodzinie, poznał  Indie z innej perspektywy. Osobiście uważam, że to jest właśnie w jego książce najciekawsze, ta książka to opowieść, ta książka to historia o ludziach i ich zwyczajach. Wielu krytyków zarzuca autorowi chaotyczność. Może i jest momentami pewien nieporządek, natłok informacji, ale dowiedziałam się z niej o wielu rzeczach które inne książki czy przewodniki nie zawierały. Wizja Indii przedstawiona przez Kreta jest ciekawa głównie przez to, że jego wspomnienia tworzą specyficzny klimat i są związane po prostu z ludźmi ich historią, tradycjami, zwyczajami i kuchnią.

Nie chciałem lecieć do Indii. Jest przecież na świecie tyle innych pięknych miejsc do zobaczenia… A tam tłum, ciasnota, znów pewnie ta bieda. Czego tam szukać? Trafiłem do Indii przez przypadek. I najchętniej nigdy bym już stamtąd nie wyjeżdżał.

Czy wiedzieliście, że do Indii trafił pierwszy transport dwustu polskich sierot? I to był jedynie początek. Dzieci zostały tu adoptowane? Ci się z nimi stało?

Czy wiecie czym jest napój bhang i jak działa ?

A hidźra? Kim są, jakie zajmują miejsce w hierarchii i jak są traktowani?

Bindi czerwona lub czarna kropka na czole kobiety. Symbol religijny czy zwykłe upiększenie?

Święte krowy w zasadzie dlaczego są takie ważne dla mieszkańców Indii?

cd4b3560a22ed556db45ed55ff4171fc

Źródło: www.google.pl

 

Medytacja wg. pozytywnie zakręconej joginki

03 wrz

Na swojej ścieżce spotykam wiele osób, które podejmują temat medytacji. Jestem zwykłym pasjonatem jogi, troszkę czytam na ten temat ale moja wiedza nie jest obszerna. Uczę się powoli i to przeważnie na swoich doświadczeniach i odczuciach. Nie jestem teoretykiem ani filozofem. Po prostu czytam, uczę się zdobywam wiedzę.

Czym jest medytacja?

Dla wielu wciąż kojarzona z pozycją w siadzie skrzyżnym i zamkniętymi oczami. Zgodnie  z nauką starożytnych pism o jodze, medytacja w prawdziwym duchowym znaczeniu oznacza medytowanie o Bogu. Wg. Siddhaswarupanandy medytacja tak naprawdę oznacza „miłosne rozpamiętywanie Boga”. Wg. niego skupienie się na oddychaniu (pranajamie) czy na którymś z czakramów nie stanowi głównego celu medytacji. Metody jak najbardziej pomagają zrelaksować ciało i umysł, ale są to jedynie techniki przedmedytacyjne.

Dlaczego warto medytować?

Według starożytnych tekstów wedyjskich najważniejszym celem  medytacji jest „osiągnięcie samorealizacji  – zrozumienie kim naprawdę jesteś. Jaka jest twoja prawdziwa istota? Jaki jest rzeczywisty cel twojego życia? Jaki jest twój związek z Bogiem?”

Jednak Siddhaswarupananda przypomina, iż prawdziwym celem i wartością medytacji jest koncentrowanie się na Najwyższej Osobie Boga (samadhi). I nawet jeśli traktujesz medytację, jako sposób na wyciszenie ciała i umysłu, większość praktykujących będzie próbowała zrozumieć mistyczną stronę medytacji.

Jak medytować?

Obecnie nie ma ścisłych reguł. Ja osobiście jestem zdania, iż to zależy od nas samych. Zarówno miejsce jak i sposób medytacji, to my decydujemy.

W starożytnych tekstach wspomina się , iż bramini wymagali, by przed medytacją poddać się stosownym oczyszczeniom. Obecnie nikt tego od uczniów nie wymaga.

Pamiętać jedynie należy o tym, iż na  samym początku, medytacja nie przyjdzie łatwo.

„Umysł jest jak małpa, którą trzeba tresować. Nie dopuszczaj do siebie złości ani gniewu. Kiedy wyładowujesz gniew –małpa zachowuje się gorzej niż poprzednio” (fragment z książki „Joga medytacja prawdziwe znaczenie, Siddhaswarupananda Paramahamsa „ ).

A ja jak i gdzie medytuję?

Od trzech miesięcy mieszkam poza Poznaniem. Dojazdy nie są łatwe, część drogi codziennie pokonuję pieszo, i choć łatwo nie jest, nieraz mi się nie chce, zwłaszcza gdy pogoda nie rozpieszcza, czasami mięśnie są już zmęczone ale idę. Po pierwsze bo muszę a po drugie zaczęłam o tej codziennej drodze myśleć inaczej. Te Dwadzieścia minut rano i wieczorem to czas dla mnie, nie rozmawiam wtedy z nikim, do nikogo nie piszę, nie jestem niczym zmęczona, przede mną droga i to wszystko. Niektórzy myślą, że podczas medytacji nie powinno się o niczym myśleć, wyrzucać z siebie myśli o problemach, wyciszyć umysł, by głowa była pusta.  Ja podczas swojej wędrówki właśnie pozwalam sobie na myślenie, szukam rozwiązań na różne sprawy, myślę o tym co mi się udało, gdzie popełniłam błąd, jak go naprawić. Wiem, że jest różne podejście, różne myślenie i rożne szkoły. Ale tak jak mówiłam, jestem zwykłym człowiekiem, osobą interesującą się jogą  i ta moja medytacja uspokaja mnie i czuję się bardzo dobrze z nią i ze sobą. 

A dla Was czym jest medytacja?

13590364_1179065682125221_518257406282435784_n

 

Moje dwa przewodniki ;)

04 kwi

Popełniam wpis drugi raz. A to tylko dlatego, że jest u mnie na czasie. Do książki powróciłam i jeszcze na koniec dodam coś o marzeniach ;)

Dzisiaj o jodze troszkę inaczej…Ten wpis będzie uwieczniony cytatami i przemyśleniami z pewnej książki. Nie jest to fachowa literatura,ale spora jej część poświęcona jest właśnie jodze.

Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”.

Książka, do której wracam co parę miesięcy. Zakochałam się w niej i gdy mam czas ;) biorę ją do ręki i wertuję kartka po kartce ;)Początkowo traktowałam tą książkę jako historię pewnej kobiety po przejściach. Ot zwyczajna historia.  Za drugim razem zaczęłam wyłapywać z niej pewne prawdy życiowe, ciekawe cytaty…I dziś, gdy ponownie zagłębiam się w jej  treść traktują ją jako taki mały, prywatny  przewodnik.

„Joga to wysiłek podjęty w celu osobistego doświadczenia własnej boskości…Jest to panowanie nad sobą i usilne odwracanie własnej uwagi od nieustannego rozpatrywania przeszłości, od ciągłego zamartwiania się o przyszłość, a skupienie się na znalezieniu sobie miejsca wiecznej obecności, z którego możemy niewzruszenie spoglądać na siebie i swoje otoczenie:.

I jak tu się z tym nie zgodzić. Nasz problem polega na tym, że zbyt często wspominamy i żyjemy przeszłością. I przez to zamartwiamy się, jesteśmy niespokojni i nie potrafimy cieszyć się danym dniem, daną chwilą. Zamiast uśmiechu świecimy smutkiem ;( Tak jest, nieraz ja sama wpadam w taką pułapkę. Zupełnie niepotrzebnie…

„Stop thinking, start living”

Niektórzy powiedzą, łatwo powiedzieć. Fakt. Nikt nie mówił, że jest to proste. Ale możliwe…Wiem, że życie dzień w dzień podsuwa nam mnóstwo zmartwień…Ale z każdego, nawet najgorszego problemu jest wyjście…Nie od razu rozwiążemy problemy ale gdy przestaniemy obsesyjnie o nich myśleć, rozwiązania same się znajdą, do tego dodajmy szczyptę czasu i okaże się, że nagle daliśmy radę ;)

„Ciągle grzebiemy się w przeszłości albo wtykamy nos w przyszłość, rzadko natomiast przebywamy w chwili obecnej”.

Żyjmy więc chwilą…Jak najlepiej potrafimy i możemy…

Kolejna prawda życiowa. Im więcej posiadamy, nie znaczy że jesteśmy szczęśliwsi. Bogactwo nie jest miarą naszego szczęścia i dobrego samopoczucia. Wiadomo, człowiek musi za coś przeżyć, kupić jedzenie, ubrać się…(albo tak jak ja wydać mnóstwo pieniędzy na lekarzy itd.) Ale czy potrzeba nam wielu tysięcy miesięcznie by poczuć się lepiej? Ja nie posiadam domu, nie mam nawet mieszkania na własność, nie mam nowiutkiego auta, nie ubieram się w super sklepach, do kawiarni czy restauracji nawet nie mam kiedy iść, ale gdy mi ciężko, gdy za dużo wydatków a konto ciut szczuplejsze, myślę sobie: nie mam kredytu, starczy mi na rachunki, na bilet miesięczny, na jedzenie do pracy, nie mam długów i nawet jak było bardzo, bardzo ciężko, nie musiałam pożyczyć ani złotówki…Z tego się cieszę i z tego jestem dumna ;)Żałuję może tylko jednego, gdyby było więcej pieniążków mogłabym zwiedzić Europę i Polskę…Ale i na to przyjdzie czas. Najpierw muszę zakończyć inne, ważne sprawy ;) Zdowie najważniejsze.

„Widziałem indyjskich braminów jednocześnie żyjących i nieżyjących na tej ziemi, wzmocnionych bez żadnych umocnień i nie mających niczego, a jednocześnie posiadający bogactwo wszystkich ludzi…”

Z tych wszystkich złotych myśli najbardziej upodobałam sobie jedną ;) Ona nie wymaga komentarza.

„Miejscem odpoczynku dla umysłu jest serce. Przez cały dzień umysł słyszy bicie dzwonów i hałas, i kłótnię i w końcu pragnie tylko spokoju. A jedynym miejscem, gdzie umysł może odnaleźć spokój, jest cisza panująca w sercu. Tam właśnie musisz się udać”.

Według mnie, książka jest skarbnicą wiedzy…Daje wiele do przemyśleń, odpowiada na wiele pytań. Traktuje nawet o tym, czym tak naprawdę jest bratnia dusza. I jakby tak nad tym pomyśleć ;)

„Bratnia dusza to lustro, osoba, która pokazuje ci wszystko,co jest w tobie zdławione, osoba która zwraca twoją uwagę na samą siebie, żebyś mogła odmienić własne życie. Prawdziwe bratnie dusze to prawdopodobnie najważniejsze osoby, z jakimi mamy do czynienia, bo to one obalają mury, którymi się otaczamy, i powodują, że możemy się ocknąć. Ale zostać z bratnią duszą na stałe? Nie. To byłoby zbyt bolesne. Bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu, żeby odsłonić przed nami kolejną warstwę nas samych , po czym odchodzą”.

A na koniec coś o spokoju…

„Wyobraź sobie, że wszechświat jest ogromną wirującą machiną. Należy stać blisko jej rdzenia- w samej piaście koła- nie na obrzeżach, gdzie obroty są szalone, gdzie można zostać poszarpanym i zwariować. Ta piasta, ośrodek spokoju…to twoje serce. Tam właśnie, w twoim wnętrzu mieszka Bóg. Przestań więc szukać odpowiedzi w świecie. Skieruj się do tego centrum, a odnajdziesz spokój”.

Książka posiada trzy części: Italia, Indie, Indonezję. Ja się oczywiście skupiłam na Indiach, ale tak naprawdę polecam całą ksiażkę. To fantastyczna podróż przez ciekawe miejsca, z bohaterką która stojąc na życiowym rozdrożu, próbuje zrozumieć siebie, swój wybór i nowe życie. To historia o każdym z nas…Bo każdy z nas był, jest bądź będzie na takim rozdrożu..

Gorąco polecam zarówno książkę jak i film ;) Książka jest dobra dla ducha, a film czymś interesującym dla oka ;)

A dziś urozmaicę wpis  sekwencją o marzeniach.

„Pielgrzym” P.Coelho towarzyszy mi ostatnimi tygodniami w drodze do pracy, w domu… Tytułowy pielgrzym przechodzi pewną ścieżkę w swoim życiu i ja również jestem w drodze…Wiele muszę zrozumieć, ogarnąć, zajrzeć do swojego wnętrza. Książka to świetny przewodnik.

„Człowiek nigdy nie przestaje marzyć.Marzenie jest pokarmem dla duszy, jak żywność jest strawą dla ciała. Przez lata naszego życia bardzo często się zdarza, ze marzenia niosą rozczarowanie, a pragnienia kończą się zawodem, mimo to wciąż trzeba marzyć, w przeciwnym razie nasza dusza umiera…”

 

Znajdź chwilę w tym pędzie i zwolnij

22 mar

Dziś wtorek,ale nie będzie historii.Dziś postanowiłam przelać na ekran moje myśli…A wszystko za sprawą pewnej przerwy….I książki…

 IMG_20160382_082235

Często jesteśmy więźniami przeszłości. Nieraz ponieśliśmy klęskę. Panicznie boimy się kolejnej porażki. Jeśli coś osiągnęliśmy, boimy się że to utracimy. Piszę o tym, bo wiem jak jest wtedy ciężko zwykłemu śmiertelnikowi. Choć moje otoczenie, bliscy uważają że joga nie jest niczym dobrym, to jednak mnie pomaga.Bardzo często i mnie dopada panika, lęki, bezsilność…Wtedy, w takich chwilach gdy uspokoję swoje ciało, zaczynam ćwiczyć.

Parę dni temu zaczęłam czytać „Pielgrzyma” Paula Coelho. Nie jest to literatura jogiczna, ale pierwsze zadanie przed którym stanął główny bohater, może posłużyć nam jako ćwiczenie…Bycie ze sobą tu i teraz bez myślenia o problemach, które gdy zbyt często o nich myślimy zaczynają sterować naszym życiem. wtedy popadamy w pułapkę, zaczynamy myśleć nieracjonalnie, popełniamy błędy, ulegamy panice i lękowi.

Ćwiczenie zasiewu;

Uklęknij na ziemi.Potem usiądź na piętach i pochyl się tak,aby głowa dotykała kolan.Wyciągnij ramiona do tyłu. Przybrałeś pozycję płodową. Teraz odpręż się i uwolnij od wszelkich napięć. Oddychaj spokojnie i głęboko. Stopniowo narasta w tobie wrażenie, że jesteś maleńkim ziarenkiem, które otacza dobro tej ziemi. Wszystko wokół jest ciepłe  cudowne. śpisz spokojnym snem,

Nagle drga jeden z palców. Ziarno nie chce już być nasieniem, pragnie narodzin. Zaczynasz z wolna poruszać ramionami, potem twoje ciało prostuje się i oto znów siedzisz na piętach. Teraz się podnosisz i wolno, bardzo wolno, z wyprostowanymi plecami, klękasz na kolanach. Przez cały ten czas wyobrażasz sobie, że jesteś nasieniem, które przemienia się i pęcznieje, i wolniutko rozwija grudki ziemi.

Przyszedł czas rozkruszyć ziemię. Podnosisz się powoli, stawiając najpierw jedną, potem także druga stopę. Przez chwilę trudno ci utrzymać równowagę, więc walczysz niczym ziarno, które zdobywa przestrzeń dla rośliny. Aż wreszcie stajesz wyprostowany. Wyobraź sobie otaczające cię pola, słońce, wodę, wiatr i ptaki: jesteś nasieniem, które wykiełkowało i wypuszcza pierwszy pęd. Łagodnym gestem wyciągasz ręce ku niebu. Potem wyprężasz się coraz bardziej, jakbyś chciał chwycić ogromne słońce, które świeci nad tobą, daje ci siłę i wabi. Twoje ciało zyskuje większą sztywność, mięśnie prężą się, a ty czujesz, jak rośniesz, rośniesz, by stać się ogromnym. Napięcie narasta, wreszcie staje się dotkliwe, przyprawia o nieznośny ból. Nie możesz go już wytrzymać, krzyk wyrywa się z twoich ust i otwierasz oczy.

(P.COELHO, PIELGRZYM, S. 39)